Wrota do piekieł ****

Paweł Mossakowski
2009-12-31, ostatnia aktualizacja 2009-12-29 21:23
Wrota do piekieł
Wrota do piekieł

USA 2009 (Drag Me to Hell). Reż. Sam Raimi. Aktorzy: Alison Lohman, Justin Long, Lorna Raver

Sam Raimi wraca tym filmem do swoich początków - choć dziś znany jest głównie jako reżyser kasowych "Spidermanów" (choć ja wolę pamiętać jego "Prosty plan"), to karierę zaczynał od niskobudżetowych horrorów. Budżet "Wrót..." oczywiście już niski nie jest, ale specyfika stylu została: Raimi kręci horrory z lekkim przymrużeniem oka, grozę lubi przeplatać humorem. Jego ostatni film nie jest jakimś wielkim osiągnięciem, ale w chudych dla tego gatunku czasach, gdy albo robi się bezbarwne remaki Japończyków, albo uprawia sadystyczne ekscesy typu "Piła", z pewnością zasługuje na uwagę.

Christine (Lohman), młoda i ambitna urzędniczka bankowa (postać w epoce ekonomicznego kryzysu symboliczna, przestrzegałbym jednak przed traktowaniem "Wrót..." jako politycznej alegorii), odmawia starej, wiedźmowatej, ślepej na jedno oko Cygance (strażnicy politycznej poprawności, obudźcie się!) sprolongowania spłaty raty kredytu mieszkaniowego. Nie robi tego ze złej woli ani dlatego że ma kamienne serce (chce raczej swoją "twardością" zrobić wrażenie na dyrektorze banku), ale konsekwencje tej decyzji okazują się dla niej fatalne. Oto bowiem mściwa starucha rzuca na nią klątwę (niezależnie od próby własnoręcznego wymierzenia sprawiedliwości) i od tej chwili życie Christine zamienia się w koszmar: dręczona jest okropnymi snami, rzucana przez niewidzialną siłę po całym mieszkaniu, oblewana flegmą i krwią itp., ale - co gorsza (jak wyjaśnia jej to pewien hinduski wróżbita) - za kilka dni jej dusza zostanie porwana do piekła przez okrutnego demona Lamię...

Ta mieszanka realistycznego świata i pradawnego, mitycznego wierzenia jest raczej łagodna, mało krwawa i dość staroświecka, co nie znaczy, że mdła: gdy trzeba, film potrafi porządnie przestraszyć. Są tu momenty natchnionej groteski (gdy np. rozwścieczona starucha usiłuje przegryźć gardło Cristiny, zapominając, że przed chwilą straciła sztuczną szczękę), ale przyznam, że chwilami humor wydaje się niezamierzony, i to, co ma przerażać, śmieszy. Największą jednak słabością filmu jest jego prostolinijność: role są rozdane od początku (kochający chłopak Long konsekwentnie wspiera Christine, hinduski wróżbita udziela jej dobrych rad itd.), nikt tu nikogo nie zdradza, nie ujawnia drugiej twarzy - człowiek czeka, że reżyser wyjmie jakąś kartę z rękawa, a tu nic. Tym niemniej w swoim gatunku rzecz bardzo przyzwoita i zawierająca cenną lekcję nie tylko dla bankowców: zastanówcie się dwa razy, zanim powiecie klientowi: "nie".