Planeta 51 ****

PAWEŁ T. FELIS
2010-01-29, ostatnia aktualizacja 2010-01-27 22:19

Hiszpania, Wielka Brytania 2009 (Planet 51). Reż. Jorge Blanco. W wersji polskiej: Maciej Stuhr, Piotr Adamczyk, Magdalena Różczka, Jarosław Boberek, Adam Ferency, Muniek Staszczyk

Filmy
W kosmosie dziwy nie z tej zimy: gdzieś tam hen żyją sobie "plastelinowe", zielone ludki, złośliwe pieski przypominające roboty na czterech łapach i wyposażone w niewiarygodnie długie języki, a po ulicach nie tyle jeżdżą, ile raczej delikatnie unoszą się nad powierzchnią kosmosamochody. Mówią po polsku, chociaż wokoło scenografia Ameryki lat 50. i długowłosi hipisi z czasów chyba trochę późniejszych. Boją się obcych, bo kosmici, o których kręcą filmy i książki, to dla nich ostrozębne stwory. A w dodatku wierzą, że wszechświat ma 500 km, bo nikomu do głowy nie przyjdzie, by wyściubić głowę poza granice swego terytorium.

I obcy faktycznie nadchodzi - ma amerykański do przesady wygląd, amerykański kombinezon astronauty i amerykańską flagę, którą wbija w obcą ziemię. Do odważnych jednak kapitan Charles Chuck Baker nie należy - na widok zielonych stworków zmyka gdzie pieprz rośnie. Stworki nie pozostają mu dłużne i drą się ze strachu wniebogłosy, a to już krok do powszechnej paranoi: Chuck ma zostać uwięziony i unieszkodliwiony, a jego kosmiczny statek przechwytują miejscowe władze.

Fabularnie nic tu oryginalnego nie ma - dorosły Chuck ma sporo cech okołodebilowych (jak przyznaje w przypływie szczerości, nie potrafi nawet kierować statkiem kosmicznym - został astronautą tylko dlatego, że jest "ładny"), za to rezolutny ponad wiek jest 16-letni Lem, który w dobrej wierze (tolerancja dla innych!) "zdradzi" swoją planetę i Bakerowi pomoże. Oryginalne są za to rozwiązania plastyczno-scenograficzne - na planecie 51 króluje nie tyle dawna Ameryka, ile raczej zakonserwowany mit: sklepiki, szyldy, samochody, domy - wszystko przypomina świat kolorowo-kiczowatych zabawek, wymuskanych, dziecięcych akcesoriów z Disneylandu, które ktoś tu sobie dla frajdy porozstawiał.

Że młodość górą, że innych tępić nie warto, że największy cynik może zakochać się w nietypowym psiaku jak uczniak? Twórcy "Shreka" tym razem Ameryki odkrywać nie mają zamiaru - "Planeta 51" to ciekawa wizualnie animacja, która stawia na bezpieczną klasyczność. Jedną gwiazdkę dorzucam jednak za genialną postać Fafika - robota zachowującego się jak pies. Niech będzie, że Fafik to mniej rozgarnięta wersja Wall-E: pełni funkcję wysyłanej na obcą planetę sondy, ale że zaprogramowany jest na zbieranie kamieni, nie zauważa nawet, że mieszkają tam gadające istoty. Mój syn z miejsca zapragnął takiego robotopsa mieć w domu. Nawet go rozumiem, tylko skąd takiego Fafika wytrzasnąć?

  • Planeta 51 **** kaaarina 12.02.10, 12:52

    Jak ktoś chce żeby bajka była arcydziełem kinematografii to nie dziwne, że się rozczaruje. Ja liczyłam na prostą rozrywkę i trochę koloru w szarej codzienności i dokładnie to dostałam. »