Kolejny neurotyk zza oceanu dziwi się światu, nieporadność miksuje z kompleksami, a kryzys męskości nakłada na maskę odmieńca. Adam (dobra rola Hugh Dancy'ego) cierpi bowiem na zespół Aspergera, co pojawiająca się w filmie psycholożka nazywa "łagodniejszą odmianą autyzmu" - mózg naukowca ubrany jest tu w skórę wrażliwca, który boi się kontaktów z ludźmi (wtedy zaczyna gadać jak najęty), boi się wyjazdów, boi się samotności (właśnie zmarł opiekujący się nim ojciec). Geniusz, któremu kompletnie nie zależy na karierze, wielbiciel kosmosu, który wcale nie marzy o skafandrze astronauty.
Piszę o Adamie lekko, bo od początku widać, że reżysera nie interesuje postać z krwi i kości, ale metafora, socjologiczny typ, zespół Aspergera jako kostium. Adam ma przecież to, co nam wszystkim zabrano - zawsze mówi prawdę (a "świat składa się z samych kłamców - trzeba z nich wybrać tych, w których warto się zakochać"), zachwyca się ulotną chwilą w parku (rodzinka szopa pracza uwiła tam sobie gniazdko), w ogóle lubi przyglądać się, obserwować i namyślać. Nie ma co prawda cech na co dzień przydatnych (bywa mało domyślny i zbyt obcesowy, za bardzo trzyma się konkretów i kiepsko sprzedaje swój wdzięk), ale dzięki temu idealną jest figurą 20-latka kategorycznie odrzucającego konwenanse.
Max Mayer chyba nieświadomie obnaża tu reżyserskie szwy - widać, jak fabularne i psychologiczne płycizny próbuje zakryć rzewno-wzruszającą muzyką, jak bardzo głęboki sens próbuje nadać prościutkim w gruncie rzeczy scenom (np. Adam siedzący na schodach przy domu i przypatrujący się ludziom). Wbrew pozorom zgodny z komediowo-romantycznymi wzorcami jest tu też związek Adama z sąsiadką Beth (Byrne): od nieufności do bliskości, od ostrożności do ryzyka, od dyskretnego obwąchiwania siebie nawzajem po namiętność. Nawet jeśli zamiast miłości otrzymujemy romans dziewczyny, która chce uciec spod skrzydeł ojca (i zrobić mu na złość), oraz chłopaka, który potrzebuje w życiu przewodnika i opiekuna.
"Adam" ma sporo zalet amerykańskiego kina niezależnego - i równie wiele jego wad. Jest zrobiony sprawnie, opowiadany niespiesznie, chwilami ładnie tragikomiczny, choć przy takich filmach jak "Lars i jego dziewczyna" (również o zamkniętym w sobie neurotyku!) czy nominowany do Oscara "W chmurach" Jasona Reitmana okazuje się tylko wtórną impresją, rozbudowaną etiudką, zaskakująco klasyczną, bajkową i chłodną przypowiastką. Ani rewelacja, ani strata czasu - "Adam" to raczej ambitniejsza wersja popularnych hitów z Ameryki, która nawet jeśli te ambicje chwilami próbuje tylko wmówić, to jednak daje się oglądać z sympatią.