Toy Story 3D*****

Jacek Szczerba
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-03 20:34
Toy Strory
Toy Strory

USA 1995 Reż. John Lasseter. Dubbing: Robert Czebotar, Jerzy Dominik, Krzysztof Krupiński, Tomasz Sapryk, Emilian Kamiński

Filmy
ajwiększy amerykański hit kinowy ostatniego roku (1995) "Toy Story" Johna Lassetera to film zrealizowany przez komputer, bez użycia kamery. Animacja, w której najważniejszy nie był wcale ołówek.

Bohaterami tej bajki są zabawki z dziecięcego pokoju. Zabawki żywe, przypominające ludzi - one mówią, myślą, czują. Boją się na przykład, że gdy dziecko, do którego należą, dostanie nowe zabawki, im przyjdzie wylądować w koszu. Jedna z ważniejszych filmowych postaci kowboj Chudy jest wściekły i zazdrosny, bo przestał być ulubieńcem swego właściciela, odkąd ten otrzymał w prezencie figurkę gwiezdnego wojownika Buzza. Zabawki kłócą się (choć przyjaźń i tak zatriumfuje), romansują, jedna z nich ma nawet kłopoty z tożsamością. Amerykańscy handlowcy nie mają za to problemów ze sprzedażą figurek przedstawiających bohaterów filmu - idą jak świeże bułeczki.

W "Toy Story" wszystko pochodzi z komputera, także ludzie i samochody. Ruch w kadrze jest jednak płynny, prawie naturalny. Akcja filmu niewiele odbiega od klasycznego filmu przygodowego, jest tu mnóstwo pościgów i forteli. Niektóre fragmenty wystylizowano na podobieństwo dorosłego kina grozy. Straszny pies sąsiadów odgrywa tu podobną rolę jak żarłoczny dinozaur w "Parku jurajskim". Film ma oczywiście morał, bez którego żadna bajka obejść się nie może: zasłużona kara spotyka w finale młodocianego sadystę, który świadomie psuje zabawki, "torturuje" je.

"Kiedy zaproponowałem mój projekt w studiu Disneya w roku 1991, spojrzano na mnie tak, jakbym przybył z Marsa - mówił w prasowym wywiadzie nagrodzony kilkanaście dni temu Oscarem John Lasseter, lat 39. - Potem przedstawiłem liczby. Wypadło drogo. Moi rozmówcy nie byli przekonani. U Disneya lubią sprawdzone formuły...".

Ostatecznie realizacja "Toy Story" trwała cztery i pół roku. Film przygotowywało 110 osób używających 117 komputerów. By zarejestrować 30 sekund, trzeba było dziewięciu godzin. Całość kosztowała 35 mln dol.

Francuski krytyk przyrównał realizację tego filmu do wydarzeń tak ważnych dla historii X Muzy jak pojawienie się kina dźwiękowego (1927), urodziny Myszki Miki (1928) czy początki kina barwnego (1939). Rzeczywiście, kino z komputera ma perspektywy niezwykłe, ale i zatrważające. Do filmu można teraz "wmontować" wszystko i wszystkich, "zagrać" mogą w nim nawet aktorzy dawno już zmarli.

Lasseter podpisał niedawno kontrakt na dwa następne filmy tego typu ("Toy Story II" i "Bugs"). Wiadomo już, że Spielberg wykorzysta komputery do "Parku jurajskiego II", a Lucas nakręci z ich wykorzystaniem kolejne odcinki "Gwiezdnych wojen".

"Toy Story" pojawia się w naszych kinach w polskiej wersji językowej. Piosenki śpiewa Stanisław Sojka (u Amerykanów - Randy Newman). Są też w filmie dowcipy o wyraźnie polskim rodowodzie - mówi się m.in. o "szwajcarskim zegarku na ruskim napędzie" i o kimś, kto nie skończył studiów i ma, zdaje się, tylko absolutorium.

Recenzję tę napisał w 1995 r. dla "Gazety Co Jest Grane" Jacek Szczerba; wtedy ocenił "Toy Story" na pięć gwiazdek. Teraz film powraca do kin w nowej, trójwymiarowej wersji. Czy sprosta wymaganiom współczesnego młodego widza i dorówna filmowi "Odlot" Pete'a Doctera (nominowany właśnie do tegorocznego Oscara)?