Kołysanka ***

PAWEŁ T. FELIS
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-11 15:01
Kołysanka
Kołysanka

Polska 2009. Reż. Juliusz Machulski. Aktorzy: Robert Więckiewicz, Małgorzata Buczkowska-Szlenkier, Janusz Chabior, Krzysztof Kiersznowski

Filmy
Zaskakujący - wydawałoby się - tytuł trafnie oddaje to, co w nowym filmie Juliusza Machulskiego najważniejsze: to historia o wampirach, ale w wersji light, niby horror, ale tak naprawdę bajka, z pozoru rzecz przekornie niegrzeczna, w rzeczywistości - całkiem ułożona i gustowna. Pomysł wyjściowy Machulskiego uważam za znakomity: oto ekscentryczna rodzinka wampirów (nestor rodu ma - choć "nie wygląda" - 550 lat) postanawia osiedlić się na mazurskiej wsi. Bladolicy ojciec rodziny (Więckiewicz) przeraża głównie tym, że pojawia się zawsze nagle i bezszelestnie. Matka (Buczkowska-Szlenkier), która urodziła już mężowi czwórkę dzieci i właśnie jest kolejny raz w ciąży, niezbyt dobrze radzi sobie z uspokajaniem najmłodszego, wiecznie płaczącego syna Kuby, za to marzy o wyjeździe do miasta - najlepiej do Warszawy. Do stolicy chętnie udałby się też najstarszy z Makarewiczów (Chabior), a to dlatego, że tam właśnie pracują najlepsi protetycy - dziadek tymczasem stracił dwa ostatnie zęby i chociaż i tak żywi się głównie płynami, to brak uzębienia wyraźnie jego wampirzą dumę kłuje.

Krew nie leje się w "Kołysance" strumieniami, nie ma efektownego wgryzania się w szyje ofiar ani upiornych pościgów (nawet pogoń za księdzem okazuje się zadziwiająco niespieszna, ale i tak - skuteczna). Wampirza rodzinka jest bowiem absolutnie swojska i przaśna - do szczęścia wystarcza im zwykła stodoła, w której przechowują kolejne zdobycze, krew spijają głównie ze stóp, dobrze żyją nawet z katolickim duchownym, który jako jedyny potrafi uspokoić niesfornego Kubę ("nie chodzi o sutannę, ale o krew").

Szkoda tylko, że intrygujący punkt wyjścia nie ma dalszego ciągu - im bliżej końca, tym bardziej fabuła drepcze w miejscu: powtarzane są pomysły i żarty, a wizja mazurskiej wsi niebezpiecznie przypomina seriale "Ranczo Wilkowyje", "Plebania" i cykl Jacka Bromskiego "U Pana Boga ". Słowiańskie wampiry Machulski zderza bowiem z policyjnym posterunkiem: troje funkcjonariuszy próbuje rozwikłać tajemnicę coraz częstszych zniknięć, a śmieszyć ma oczywiście przede wszystkim ich mało lotna inteligencja zahaczająca o tępotę.

Żartowanie z policjantów i księży wydaje mi się jak na klasę Machulskiego trochę zbyt proste: w ogóle humor "Kołysanki" jest, niestety, mocno sitcomowy. Reżysersko twórca "Seksmisji" trzyma oczywiście klasę (trzeba naprawdę niezłego warsztatu, żeby groteskową sytuację "Polnische Wampiren" wtopić w nasz krajobraz tak przekonująco), ale jednak jego najnowszy film sprawia wrażenie luźnych notatek, szkicu, który dopiero mógłby się rozwinąć w naprawdę niezłą komedię (w rzeczywistości "Kołysanka" pierwotnie miała być serialem). Chciałbym zobaczyć kiedyś prawdziwe starcie Machulskiego z wampirami nad Wisłą - to w "Kołysance", niestety, raczej mnie nie przekonało.