Bardzo dobry, świetnie zrealizowany i wciągający thriller polityczny. Grany przez Ewana McGregora Ghost Writer (którego imienia ani nazwiska nigdy nie poznajemy) zostaje wynajęty do spisania (a właściwie przepracowania już spisanych, ale niestrawnych w lekturze) wspomnień byłego brytyjskiego premiera, Adama Langa (Brosnan). Autor pierwszego draftu utonął w bardzo podejrzanych okolicznościach.
W willi dostojnika nad oceanem, na wyspie u wybrzeży Nowej Anglii, gdzie nasz Ghost Writer przybywa, panuje nerwowa, niesprzyjająca spokojnej pracy atmosfera. Gospodarz został właśnie oskarżony o współudział w zbrodniach wojennych (przekazywał Amerykanom terrorystów, którzy byli następnie torturowani), a klimatu w tym betonowo-szklanym bunkrze nie poprawiają też napięcia między jego żoną (Williams), a osobistą (zapewne zbyt osobistą) asystentką (Cattrall z "Seksu w wielkim mieście"). Mimo to, Ghost Writer zabiera się do roboty, przepytuje ekspremiera, szybko znajduje sprzeczności w jego opowieściach, a wkrótce wpada na trop mrocznego sekretu z jego politycznej przeszłości co oczywiście, wystawia jego życie na śmiertelne niebezpieczeństwo (patrz los poprzednika).
Polański jest mistrzem w budowaniu złowieszczej atmosfery (mógłby sfilmować np. widelec leżący na podłodze w kuchni i już byłoby groźnie), godnym następcą Hitchcocka w niezwykle zręcznym połączeniu napięcia i cienkiego humoru (którym film od początku do końca jest podszyty) i "Autor widmo" jest kolejnym potwierdzeniem jego umiejętności. Nie ma tu, typowego dla współczesnych filmów tego gatunku, technologicznego rozbuchania, obraz trzyma się realistycznych ram, nie ma nawet szczególnie dynamicznej akcji - ale jest świetnie, z drobnych detali, utkana atmosfera zagrożenia. Poczucie, że gdzieś obok bohatera czai się zło, gotowe w każdej chwili uderzyć. Bardzo w tym pomagają i świetne, utrzymane w posępnych szarościach zdjęcia Pawła Edelmana, i nieco staroświecka, ale bardzo efektywna muzyka Alexandra Desplat. Sam zaś bohater nie jest herosem ani supermanem (ma nawet trudności podczas jazdy na rowerze), ani jakimś zatwardziałym moralistą, gotowym złożyć życie na ołtarzu prawdy. To, że wyskakuje ze swojej roli i wchodzi w skórę dziennikarza śledczego (a to, jak świadczy przypadek "Milenium", atrakcyjne literacko i filmowo zajęcie) powodowane jest raczej ciekawością i chęcią obrony swojej profesjonalnej godności (ale też ludzkiej - w przypadku artysty, nawet takiego chałturnika - są one tożsame). W każdym razie jego prywatne dochodzenie oglądamy z zainteresowaniem (nawet gdy nie wszystkie jego posunięcia wydają się sensowne) i z rosnącą obawą, że ta zabawa w detektywa niedobrze się skończy. I z sympatią - ten facet, jak i sam Polański, nie ma złudzeń co do natury współczesnego świata.

Nie jest to wielkie kino. Mówienie przy okazji "Autora widmo" o triumfie Zła, bezradności wobec Zła itp. to kopanie trochę za głęboko. Zawarta w nim wizja polityczna wydaje mi się ostro przerysowana (ale to może kwestia mojej młodzieńczej traumy: za dużo czytałem w "Trybunie Ludu" o "wszechobecnych mackach CIA", żeby dzisiaj traktować serio takie koncepcje), ale ogląda się bardzo dobrze.
"Autor widmo" Francja, Niemcy, Wielka Brytania 2010 (The Gost Writer). Reż. Roman Polański. Aktorzy: Ewan McGregor, Pierce Brosnan, Olivia Williams, Kim Cattrall