Największą zaletą filmu są "kostiumowe" ekscesy gwiazd: zwłaszcza Umy Thurman, która jako Meduza ma "szal" z żywych węży oraz przemawiającego tubalnym głosem Pierce'a Brosnana, który jak przystało na centaura nosi nie tylko burzę włosów i jakby sfatygowaną brodę, ale też koński zad. Zapytany w Berlinie o ten nietypowy strój, Brosnan odpowiedział krótko: "Niewygodne, ale można się przyzwyczaić".
Udziwnień w filmie Columbusa jest oczywiście więcej - cały pomysł (wzięty z bestsellerowej za oceanem i wydanej również u nas książki "Złodziej pioruna" Ricka Riordana) zasadza się bowiem na połączeniu efektownej współczesności i mitycznych greckich bogów, iphone'ów i Olimpu, smoków i nowoczesnych wieżowców symbolizujących XXI wiek. Efektem tego zderzenia jest w pewnym sensie tytułowy Percy (Lerman): owoc namiętnego spotkania "zwykłej" mieszkanki Ziemi Sally (Keener) i samego Posejdona (McKidd). Jackson odziedziczył po ojcu nie tylko umiejętność kilkuminutowego przebywania pod wodą (gdzie myśli mu się najlepiej), ale też dysleksję i ADHD.
Jak przystało na bajki o młodzieńczych herosach, półbóg Percy o swoim pochodzeniu nie ma początkowo pojęcia - z przeciętnego amerykańskiego nastolatka zmieni się jednak w ambitnego rycerza i ruszy, by ocalić świat. Po drodze spotka rozgniewanego Zeusa, który oskarży Jacksona o kradzież tytułowego pioruna, Hadesa (Coogan), który porwał jego matkę i dwójkę podobnych mu półbogów - Annabeth i Grovera. Młodość - ma się rozumieć - górą: gdy trzeba, łeb urwie hydrze i przechytrzy posiadające nadludzkie moce stwory.
Columbus wyraźnie korzysta z doświadczeń przy "Harrym Potterze" - widać, że bawią go wybuchy i zalewające strumienie wody, różnej maści komputerowe dziwolągi i efektowne potyczki z domieszką magii. W tej nudnawej, efekciarskiej i mocno naiwnej zabawie mitologicznymi wątkami udało się jednak spełnić nie tylko nastoletnią fantazję: o ileż łatwiej byłoby znieść szkołę ze świadomością, że za postacią znienawidzonego belfra kryje się latający, centaurowaty potwór.