Wilkołak *

PAWEŁ T. FELIS
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-24 11:09

USA, Wielka Brytania 2010 (The Wolfman). Reż. Joe Johnston. Aktorzy: Benicio Del Toro, Anthony Hopkins, Emily Blunt, Geraldine Chaplin, Hugo Weaving

Filmy
Chyba nie o zaskoczenie chodziło Johnstonowi, który kolejny raz odkurza jeden z podstawowych filmowych mitów - odkrycie, że szlachetna twarz Anthony'ego Hopkinsa diabelski w istocie ma wdzięk, do epokowych nie należy. A właśnie na zderzeniu Hopkins - Benicio Del Toro opiera się fabularny pomysł. Jeden nie wie, że jest zły, a drugi wie i całkiem mu z tym dobrze; jeden walczy ze sobą i światem, a drugi całkiem cynicznie sobie życia używa; jeden jest ojcem - a drugi synem.

Del Toro gra tu Lawrence'a Talbota, ułożonego szlachcica, który i zapłakać potrafi, i wpaść w furiacką wściekłość, jeśli trzeba. Do rodzinnej miejscowości wraca w poszukiwaniu zaginionego brata, którego narzeczona (Blunt) jednak nie odnajdzie - po zaginionym został tylko szkielet z rozszarpanymi resztkami ciała. Niedźwiedź? Monstrualna bestia? Człowiek sadysta? Lawrence próbuje tę zagadkę rozwikłać sam, bo inspektorowi Scotland Yardu nie wierzy - rozwiązania szuka choćby u przenikliwej oczywiście staruszki Cyganki (w tej roli Geraldine Chaplin). Musi dojść oczywiście do spotkania z bestią, a co się dzieje z ludźmi ukąszonymi przez wilkołaki, wyjaśniać nie trzeba.

W ogóle trudno zrozumieć, po co kolejny "Wilkołak" powstał: nie takimi rzeczami już w kinie straszono, nie takie charakteryzacje i efekty specjalne utrwaliła celuloidowa taśma. Jest oczywiście brutalnie, krwawo i głośno, można uronić łzę (bestia musi w końcu przytulić piękną szlachciankę) i zadumać się nad dzieciństwem, które zawsze (zły ojciec, bardzo zły!) spłacać trzeba całe życie. Zdaje się, że pożądaną reakcją byłoby też odkrycie potwora w sobie, której niżej podpisany - niestety - u siebie nie zauważył. Może potwór za mało straszny?