Niezasłane łóżka ****

Paweł Mossakowski
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-24 11:11

Wielka Brytania 2009 (Unmade Bad) Reż. Alexis Dos Santos. Aktorzy: Fernando Tielve, Deborah Francois

Argentyński reżyser Alexis Dos Santos nie jest już nastolatkiem, ale gdybym miał określić jego film jednym słowem, nazwałbym go "młodzieńczym". Nie jest to rzecz specjalnie oryginalna - młodzieńcze zagubienia i poszukiwania, lęki i niepewności to chyba zbyt częsty temat filmów, aby można było tu powiedzieć coś rzeczywiście nowego - ale ma w sobie świeżość, spontaniczność, sympatyczne bałaganiarstwo i niewysilony wdzięk. Jest to tani film, nakręcony na cyfrze i 16-milimetrowej taśmie, przypominający nieco amerykańskie produkcje niezależne (nieprzypadkowo chyba miał premierę na festiwalu Sundance), jego autor nie obudził się jednak wczoraj: zna historię filmu, oglądał z pewnością francuską Nową Falę i myślę, że lubi Wong Kar-waia.

Dos Santos opowiada tu równolegle historie dwójki bohaterów, którzy mieszkają w tym samym malowniczym squacie na londyńskim East Endzie, ale ich ścieżki rzadko się przecinają. Nieco gapowaty Axl (Tielve) jest 20-letnim Hiszpanem, wdrożonym przez matkę do koczowniczego trybu życia, który przyjeżdża do Londynu, aby odnaleźć swojego ojca Anglika. To jednak za dnia, wieczorami bowiem Axl ostro balanguje: jest regularnym gościem klubu nocnego, gdzie słucha muzyki (bardzo dobrej; chciałbym mieć w domu soundtrack z filmu) i zalewa pałę (ten człowiek za rok będzie alkoholikiem, bez dwóch zdań), a rano często budzi się w cudzym łóżku, nie pamiętając, co się wydarzyło. Vera (Francis) jest jego rówieśniczką, Francuzką albo Belgijką (informacje są trochę sprzeczne), która, liżąc się z ran po niedawnym rozstaniu, poznaje przystojnego i interesującego chłopaka, lecz spotykając się z nim, nie chce znać jego imienia ani numeru telefonu...

Sens ich poczynań nie jest do końca jednoznaczny, ale psychologicznie przekonujący i na szczęście niedopowiedziany; Dos Santos więcej sugeruje, niż mówi, nasyca swój film dyskretną poezją i bodaj tylko raz zdarza mu się zbyt toporna i nachalna metafora (spadochronowy skok Mike'a, sympatycznego kumpla Axla ze squatu). Wykonawcy głównych ról, choć odbiegający urodą od hollywoodzkiego wzorca, są ujmujący i naturalni, łatwo ich polubić, podobnie zresztą jak całą resztę tego "cygańsko-artystycznego", niedbającego o przyszłość towarzystwa. Przyjemny filmik.