Kocham kino ****

PAWEŁ T. FELIS
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-24 15:09

Francja 2007 (Chacun son cinema). Reż. Jane Campion, David Cronenberg, Takeshi Kitano, Wong Kar-wai, Roman Polański, Gus Van Sant, Lars von Trier i inni

Filmy
Polski tytuł tego składankowego filmu zrealizowanego na 60-lecie festiwalu w Cannes może zbyt łatwy - w rzeczywistości chodzi przecież nie o namiętne uwielbienie filmu, ale o to, że jednego kina nie ma: każdy ma własne. Tak jak trzydziestu pięciu zaproszonych do współpracy reżyserów - każdy z własnym stylem, dorobkiem, poczuciem humoru (lub jego brakiem) próbował tej właśnie nieprzejrzystości i subiektywności kina dotknąć. Z jakim skutkiem?

"Kocham kino" to raczej ciekawostka niż film, bardziej zabawa niż poważna refleksja nad filmową sztuką. Dominują obrazy kinowej widowni - co ciekawe, zwykle pustej, złożonej z rozpadających się krzeseł, należącej dziwnie do przeszłości (jak u Takeshiego Kitano czy Andrieja Konczałowskiego). Abbas Kiarostami patrzy na twarze siedzących wśród publiczności kobiet, Gus Van Sant pozwala nastolatkowi przejść na drugą, ładniejszą stronę ekranu (dość zresztą kiczowatą), a Zhang Yimou próbuje udowodnić, że film wciąż może być ludycznym świętem. Wierzę Morettiemu, który opowiada o sobie, o matce, o rodzinnych wyjściach do kina i szlochaniu na "Wichrach namiętności". Wierzę Larsowi von Trierowi, który zgrywa dość niecodziennie wykładającego "sztukę" potwora w smokingu, tyle że z młotkiem. Kino reżyserom kojarzy się melancholijnie (soczyste czerwienie Wong Kar-waia), ale też erotycznie. U Konczałowskiego leci w kinie "Osiem i pół", ale para osamotnionych widzów zajęta jest czymś zupełnie innym - u Polańskiego zamiast Felliniego widać erotyczne wygibasy i słychać mocno jęczącego nie-młodzieńca, który wcale nie z podniecenia tak wrzeszczy, ale z fizycznego bólu.

Widać, że niektórzy potraktowali swoje trzy minuty jak okazję do kaprysu, inni przyjęli zadanie całkiem poważnie (mała fabułka przygotowana przez Jane Campion). Ale kto wie, czy nie największą siłę ma tu etiuda Davida Cronenberga, w której zamiast w kinie jesteśmy w toalecie. W tym filmie jest mężczyzna, który mierzy do siebie z pistoletu - i są widzowie, których komentarze słyszymy z offu. Oni należą do czasu, kiedy kina już nie ma - przebrzmiało, zarosło kurzem, "rozpadło się na kawałki". Jeśli tak ładnie Cronenberg o tym opowiada, to dlatego, że chyba sam - na szczęście - kompletnie w to nie wierzy.





Francja 2007 (Chacun son cinema). Reż. Jane Campion, David Cronenberg, Takeshi Kitano, Wong Kar-wai, Roman Polański, Gus Van Sant, Lars von Trier i inni