Las *****

PAWEŁ T. FELIS
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-26 10:25

Polska 2009. Reż. Piotr Dumała. Aktorzy: Mariusz Bonaszewski, Stanisław Brudny

Filmy
"Las" Piotra Dumały operuje tkanką tak delikatną, tak mglistą, że na tle przegadanego, często nieznośnie publicystycznego polskiego kina jego ton łatwo zagłuszyć. Ale to film niezwykły i brawurowy - bo brawury dziś trzeba, żeby bez zadęcia, za pomocą najprostszych środków porwać się na tego rodzaju elegijną przypowieść o ojcu i synu. To prawda, dziś minimalizm jest modny i często artystowską formą próbuje przykryć zwyczajny banał. "Las" nie jest ani artystowski, ani banalny - nawet jeśli nie wszystkich, co oczywiste, zachwyci.

Fabuły w zasadzie nie ma - jej funkcję pełnią tu jakby zatrzymane w ruchu obrazy. Z jednej strony syn (Bonaszewski) opiekuje się starym, chorym ojcem (Brudny) - myje go i karmi, przenosi z krzesła do łóżka, gotuje obiady i wpatruje się w ogień w starym, kaflowym piecu. Jednocześnie obaj idą przez las - trochę jak na wspólne polowanie, które nie ma jednak nic z męskiej przygody. Może idą we śnie? Ale jeśli tak, to czyim?

Sensu tych obrazów Dumała każe szukać w detalach. W zniszczonym domu, przy zardzewiałej misce i zabrudzonym oknie, syn myje ojca gąbką - bezwładny ojciec nie jest w stanie usiedzieć na krześle, trzeba przywiązać go do oparcia pasem, jak więźnia. Gdy Bonaszewski pyta: "Chciałbyś coś do picia?", słyszy w odpowiedzi: "Dziękuję, do widzenia!". I sceny w lesie - syn, choć wyższy i silniejszy, niemal biegnie za ojcem jak uczniak. Bo mężczyzną jest tutaj ojciec - to on opatrzy synowi zranioną rękę, a gdy sam się potknie na drodze, z wściekłością odrzuci pomoc.

Dumale wystarczyły takie właśnie ułamki zdarzeń, by zbudować intymną opowieść o rodzinnym odwróceniu ról: starość jest bezwzględna, bo zmienia ojca w wymagające opieki dziecko. "Las" pokazuje jednak więcej - bunt ojca, który złości się na swoją bezradność (zamiast mleka i herbaty wolałby napić się wina) - i opór syna, który staje twarzą w twarz z odpychającą cielesnością. Słowa: "Obejmij mnie tato, mocno", znaczą tu jedynie: trzymaj się, żebyś nie upadł. Bo nawet jeśli nic o bohaterach nie wiemy, z drobnych gestów i spojrzeń można wyczytać ich przeszłość - rodzinną historię dwóch mężczyzn, którzy nie zdążyli się do siebie zbliżyć i nagle muszą stanąć wobec siebie nadzy.

Intrygujący jest tu motyw ognia, metaforycznego "spalenia" syna na stosie. Czy to ojciec "mści się" na swoim dziecku? A może jedynie się z nim żegna i pali przeszłość? Wędrówka przez las może być też przecież drogą do śmierci. Lekcją umierania - i śmiertelności w ogóle - jaką daje synowi ojciec, zanim odpłynie na koniec filmu łodzią Charona.

W przypadku "Lasu" wyjaśnianie znaczeń jest zresztą mocno ryzykowne - to przecież film, który sam w sobie jest niespełna półtoragodzinną aluzją i sugestią. Ale jest to też kino, od którego trudno się uwolnić: puste łóżko i syn, który kładzie się na miejscu ojca, to dziwne drżenie na granicy bliskości i obcości, kiedy bohaterowie są sam na sam, wreszcie jeden jedyny, mocny uścisk, gdy Mariusz Bonaszewski podnosi Stanisława Brudnego z podłogi. Kto jeszcze potrafi dziś w naszym kinie budować tak proste, a przeszywająco intymne, przenikliwie bolesne obrazy?