Zabriskie Point ****

PAWEŁ T. FELIS
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-26 10:26

USA 1970. Reż. Michelangelo Antonioni. Aktorzy: Mark Frechette, Daria Halprin, Paul Fix, G.D. Spradlin

Dobrze, że "Zabriskie Point" trafia po latach na duży ekran - ten fatalnie przyjęty po premierze film Antonioniego, umieszczany często na listach "najgorszych filmów świata", dziś ani nie razi rzekomo niekonsekwentną, meandryczną narracją, ani brawurą, z jaką autor pozostawia mnóstwo fabularnych kwestii w zawieszeniu. O coraz łaskawszym odbiorze tego obrazu świadczy zresztą to, że fragmenty filmu wykorzystali w swoich klipach zarówno Fatboy Slim, jak i Smashing Pumpkins. I to fragmenty najbardziej znane - głośny, kilkunastominutowy finał potężnego wybuchu oraz scenę erotyczno-surrealistycznej orgii w Dolinie Śmierci.

Kiedyś zastanawiano się oczywiście przede wszystkim, kim jest główny bohater Mark (w tej roli odkryty przez Antonioniego naturszczyk Mark Frechette, który zmarł później w więzieniu, gdzie trafił za napad na bank). Zmęczonym buntownikiem, którego znudziły jałowe dyskusje protestujących kolegów-studentów? Młodym gniewnym, który od teoretycznych słów przeszedł do brutalnych czynów? Dzieckiem czasów kontestacji, które "chciałoby umrzeć, ale nie z nudów"? Nie rozstrzygnięto też do dziś zasadniczej fabularnej zagadki, bo nie wiadomo wciąż, czy Mark faktycznie zastrzelił policjanta podczas pacyfikowania studenckiego strajku - a jeśli nie, to dlaczego wziął winę na siebie i postanowił uciekać przed policją, w dodatku ukradzionym samolotem (złośliwi krytycy pytali wręcz: skąd u niego umiejętności pilota?!).

Oczywiście nawet dziś trudno nazwać "Zabriskie Point" arcydziełem - choćby z racji zbyt często szeleszczących publicystycznym papierem dialogów. A jednak film Antonioniego jest fascynujący, bo z perspektywy patrzącego na Amerykę roku 1970 obcokrajowca pokazuje świat zasypany wręcz kiczem reklam, świat pochłonięty rzeczywistością wirtualną, w której namacalny fakt bywa złudzeniem, a fantazmat - jedyną prawdą. Czy nie o to właśnie chodzi w głośnej scenie orgii?

Młodzi buntownicy - Mark i zakochana w nim Daria - stają co prawda naprzeciwko zimnej i zbiurokratyzowanej Ameryki dorosłych, ale w jakimś sensie są to jednak buntownicy groteskowi. Można przypuszczać, że i do kontestacji, i do samej Ameryki stosunek miał Antonioni mocno ironiczny. Znakomicie puentuje to zwielokrotniony wybuch, kiedy to pełen bibelotów, burżuazyjny (czy tylko?) świat zostaje efektownie wysadzony w powietrze. Nawet dziś ten wybuch robi wrażenie - warto go znać nie tylko z teledysku do "Gangster Tripping".