Bardziej męczący niż przerażający horror; dystrybutor dodaje "psychologiczny", ale tak się zwykle robi, gdy w filmie nic się nie dzieje. I istotnie: fabuły praktycznie nie ma, jest tylko pracowite, acz mało efektywne budowanie atmosfery niepokoju i bliżej niesprecyzowanego zagrożenia.
Gina (Headey), 30-letnia doktor radiologii, dostrzega na ulicy swoją sobowtórkę, wkrótce potem przytrafia się jej wypadek samochodowy, po którym ma nocne koszmary oraz wydaje się jej, że narzeczony-architekt został podmieniony na identycznego fizycznie, ale innego człowieka
Potem pękają kolejne lustra, widmowe sobowtóry mnożą się, przejmując tożsamości innych członków rodziny pani doktor, ta zaś snuje się po ulicach fotografowanego w stalowozimnej tonacji Londynu, usiłując dociec, o co w tym wszystkim chodzi. W końcu się dowiaduje (a my wraz z nią), ale to, skądinąd łatwe do przewidzenia wyjaśnienie, też niewiele wyjaśnia (całą tę bzdurną historyjkę dałoby się może uratować, gdyby była konsekwentnie opowiadana z perspektywy głównej bohaterki, tu jednak punkty widzenia zmieniają się). Zawodzi nawet Lina Headey, dobra aktorka, ale grająca tu na jednej nucie, przez cały czas zaciskająca usta - być może powstrzymuje się przed powiedzeniem reżyserowi, co myśli o tym pretensjonalnym gniocie, do którego się nieopatrznie zaangażowała.