Coś dla fanów Hugh Granta, który po raz kolejny udowadnia, że do znudzenia potrafi grać jedną i tę samą rolę - tym razem znów niby zdradza swoją żonę (Parker), ale głównie ją przeprasza, niby kiepskim materiałem jest na męża (i ojca - co sam zresztą potwierdza), a jednak wdzięku ma tyle, że nie kochać go trudno. Nie kochać próbuje go zdradzona żona, ekspertka od mieszkań i nałogowa miłośniczka Nowego Jorku. Ale jak wytrwać w postanowieniu, gdy separację małżonków przerywa wymuszony wspólny wyjazd na prowincję?
Hugh Grant i Sarah Jessica Parker - czyli Paul i Meryl - wyjechać muszą, bo przypadkiem byli świadkiem morderstwa i zabójca czyha teraz na ich życie. Z bólem porzucą swoje telefony komórkowe i wypełnione po brzegi kalendarze spotkań, zaszyją się na amerykańskiej głuszy i choć spać będą oddzielnie, odkryją szybko, że wciąż potrafią się ze sobą śmiać.
Humor jest tu całkiem wyszukany: miłosne wynurzenia podczas dojenia krowy, ucieczka przez balkony i przebieranie się za byka na rodeo to nie wszystko. Jest jeszcze lekcja "prawdziwego życia" od miejscowego szeryfa i jego żony - Grant jako świetnie ustawiony szef firmy kiepsko radzi sobie z rąbaniem drewna i uciekaniem przed niedźwiedziem, a wielkomiejska damulka Parker razi mieszkańców deklaracją, że jest wegetarianką i że nie powinno się palić w miejscach publicznych.
Potwornie bezduszny to produkt - mechaniczny zbiór skeczy, które rozrzedza co jakiś czas aura romantycznych wspomnień (cóż za wyszukane ślubne przysięgi) i wysilonych czułości: najlepiej, gdyby o Morganach faktycznie nikt nigdy nie słyszał.