Bonnie i Clyde *****

PAWEŁ T. FELIS
2010-03-19, ostatnia aktualizacja 2010-03-17 15:57

USA 1967 (Bonny and Clyde). Reż. Arthur Penn. Aktorzy: Warren Beatty, Faye Dunaway, Michael J. Pollard, Gene Hackman

On chciał ukraść samochód jej matki, ona zobaczyła go przez okno i postanowiła wyjechać z nim bez celu: Bonnie, kelnerka, która daje się podrywać kierowcom ciężarówek, oraz Clyde, który właśnie wyszedł z więzienia. Na początku nie znają nawet swoich imion. Plan przychodzi im do głowy przypadkiem, gdy na farmie zlicytowanej przez bank, gdzie ćwiczą strzelanie, spotykają niedawnego właściciela. Clyde przedstawia ich oboje: "Jestem Clyde Barrow, a to Bonnie Parker. Napadamy na banki".

Parker i Barrow to postaci autentyczne - słynni w Ameryce lat 30. złodzieje, których działalność szczegółowo relacjonowała ówczesna prasa. W rzeczywistości nie mieli w sobie nic efektownego: byli szczeniackimi bandytami zdolnymi do zuchwałych rozbojów, ale też napadów dla paru groszy. To jednak reżysera Arthura Penna interesowało najmniej.

Widać to choćby w obsadzie: do głównych ról Penn wybrał gwiazdy - Warrena Beatty i Faye Dunaway. Grają świetnie, ale przede wszystkim są piękni i młodzi. Ich uroda i "inteligentne" wyrazy twarzy sprawiają od początku wrażenie, że na tle powszechnej szarzyzny i małomiasteczkowych typów to ludzie wyjątkowi. Nawet okradanie banków ma tu znaczenie symboliczne - w czasach Wielkiego Kryzysu Bonnie i Clyde okradają przecież jeden z filarów kapitalizmu, jakby nie tyle chcieli znaleźć łatwą kasę, co raczej zbuntować się wobec "systemu".

Obraz Penna wszedł na ekrany na rok przed falą młodzieżowej kontestacji, ale rok 1968 równie wiele filmowi dał, co zabrał - mit Bonnie i Clyde'a zaczął bowiem żyć własnym życiem. Zamiast docenić finezyjne drobiazgi ukryte w fabule, mistrzowski warsztat reżysera i ironiczną grę z konwencją kina gangsterskiego, w filmie Penna zobaczono głównie "gloryfikację bandyckiej pary", co uproszczeniem jest niesprawiedliwym.

Już na pierwszy rzut oka widać, że Bonnie i Clyde'a wiele różni. On wydaje się z tej dwójki bardziej nieobliczalny i odważny, choć jest dokładnie odwrotnie - prawdziwe szaleństwo kryje się w postaci Bonnie. Faye Dunaway uwielbia trzymać broń, czuje satysfakcję z poniżania, a gdy okazuje się, że bank, który chcieli obrabować, jest pusty, reaguje napadem histerycznego śmiechu. Na dodatek radzić sobie musi z seksualną frustracją, bo filmowy Clyde jest impotentem (prawdziwy był homoseksualistą). Choć mnóstwo tu niuansów i wieloznaczności, w jednej kwestii Penn nie pozostawia złudzeń: seks i przemoc związane są nierozerwalnie, a agresja sympatycznej pary to jedynie substytut.

Nawet ci, którzy film znają, najczęściej nie widzieli go nigdy - jak niżej podpisany - w kinie. Jak na dużym ekranie wypadną słynne słowa Bonnie: "Myślałam, że do czegoś dojdziemy, ale my cały czas idziemy"? Jak ogląda się w kinie finałową, filmowaną w zwolnionym, baletowym rytmie scenę, która przeszła do historii? Warto to sprawdzić.