Kiedy czarnoskóry znawca Biblii słyszy o zbliżającym się końcu świata, który ma się dokonać dzięki "opętanym przez anioły", zdziwienia nie ukrywa: "Nie wiem, jaką wersję Biblii czytałeś, ale w mojej anioły to istoty dobre". Sympatyczny bohater o poczciwym sercu nie wie jednak, że ilu reżyserów-wyrobników w Hollywood, tyle wersji Apokalipsy. Tę podpisał Scott Stewart, który miejsce w biznesie dopiero sobie szykuje, więc skrupułów nie ma i - by użyć języka "Legionu" - leci po bandzie.
Pierwszy odpał - po przydługim wstępie - jest całkiem całkiem: oto do restauracyjki w samym środku amerykańskiego "nigdzie" przyjeżdża staruszka. Zamawia półsurowy stek, bawi wszystkich rozmową, by za chwilę fikać po suficie jak pająk, gryźć jak wampir i kląć jak szewc. Potem z ironią jest coraz gorzej - owo "nigdzie", gdzie biedny Dennis Quaid osiedlił się w nadziei, że stanie tu kiedyś centrum handlowe (stanęło gdzie indziej), jest bowiem terytorium ostatecznej rozprawy ludzkości z Bogiem, który do homo sapiens stracił cierpliwość i serce. Kiedyś - słyszymy od najbardziej poinformowanego w towarzystwie - ze złości zesłał potop, teraz zsyła "zombi-stwory". "Ale ja nie wierzę w Boga!" - rezolutnie rzuca Quaid. "Nie szkodzi, on w ciebie też nie".
"Legion" konstrukcję ma finezyjną: jeśli nie wiemy, kim są bohaterowie w barze, za chwilę pojawi się scena, w której goście przedstawią się sami. Jeśli zmęczyła nas krwawa jatka (opętane stwory trzeba przecież "zabić na śmierć"), za moment czeka nas kilkunastominutowy przerywnik, w którym poza gadaniem nie dzieje się nic. Do czasu, aż huknie znowu: gdyby Złotą Malinę przyznawano w kategorii muzyka, "Legion" miałby spore szanse.
Huk jest za każdym razem efektowny - a to wystrzeli pełne gotujących się bąbli ciało, a to z nożem ruszy na poszukiwanie niemowlaka (o niego toczy się tu stawka) dziecko z kręconym loczkiem i wzrokiem czarnym jak demon, a to wścieknie się anioł ze skrzydłami jakby wyrzeźbionymi w kuźni. "To nie apokalipsa, to eksterminacja" - mówi bohater-buntownik. Gdyby "eksterminować" dało się również z historii kina tego rodzaju filmowe badziewie, można by nawet przyklasnąć.