Burrowing *****

PAWEŁ T. FELIS
2010-04-09, ostatnia aktualizacja 2010-04-07 16:40
Burrowing
Burrowing

Szwecja 2009 (Man Tanker Sitt). Reż. Henrik Hellström, Fredrik Wenzel. Aktorzy: Sebastian Eklund, Jorgen Svensson, Hannes Sandahl, Marek Kostrzewski

Filmy
W jednym z ujęć tego filmu - jednego z trzech najlepszych obrazów zeszłorocznego konkursu Era Nowe Horyzonty (spodobał się też publiczności - piąte miejsce w plebiscycie widzów) - widzimy rysunek szwedzkiego miasteczka, gdzie rozgrywa się "akcja": równiutko ułożone domy, idealnie proste alejki, jakby zaprojektowany z ołówkiem w ręku mikrokosmos. Dzieci bawią się tu w chowanego, ktoś uprawia jogging, znajomi piją na trawie piwo - niby wszystko normalnie, a jednak od początku wisi w powietrzu jakiś złowrogi ciężar, nieokreślony bliżej zgrzyt. I właśnie o tym pęknięciu opowiada "Burrowing".

Film ten (znany też pod polskim tytułem "Każdy myśli swoje") przypomina z pozoru zbiór melancholijnych obrazków, którym towarzyszy chorałowa muzyka jakby z innego świata i prowadzona z offu narracja kilkuletniego Sebastiana. Za tą zwiewną, nazbyt metaforyczną może formą kryją się jednak konkretni bohaterowie - Anders, który kupił sobie własny dom i ma "największy ogród na całej ulicy", Jimmy, który chodzi wszędzie ze swoim dwuletnim synkiem, Misza - emigrant, który przyjechał do Szwecji na chwilę, a został tu trzydzieści lat. I ten najważniejszy, czyli narrator Sebastian (Eklund) - małomówny, rudy chłopak, który najwięcej mówi wtedy, gdy jest sam.

Jeśli coś ich wszystkich tłamsi, dusi, zniewala, to nie "cywilizacja", ale dom i najbliżsi. Jimmy staje się miejscowym pośmiewiskiem, bo - choć jest dorosły i ma dziecko - wciąż mieszka z rodzicami. Anders jest samodzielny i samowystarczalny, ale siłuje się wiecznie z ojcem, który ma o nim - podejrzewamy - jak najgorsze zdanie. Misza nie dba o etykietę, więc dla sąsiadów jest dziwakiem. Podobnie jak Sebastian, który w domu słucha protekcjonalnych uwag troskliwej matki, a na podwórku staje się obiektem mniej lub bardziej niewinnych żartów.

Nikt specjalnie tu nie walczy, żeby łatkę "odmieńca" od siebie odkleić - każdy buntuje się po cichu, dyskretnie, niemal niezauważalnie. Nic dramatycznego się nie dzieje, do żadnej tragedii nie dojdzie. Może dlatego, że to, co najbardziej tragiczne, już jest faktem - w folderowo uporządkowanym, szwedzkim miasteczku na bliskość nie ma już nawet szansy.

"Burrowing" przypomina hipnotyczny sen, który dziwnie boli, a zarazem magnetycznie uwodzi. W tym śnie każdy z bohaterów gdzieś ucieka - na środek jeziora, do lasu, byle dalej od ludzi. Ale natura - chociaż "patronem" filmu jest filozof-naturalista Henry David Thoreau - wcale nie jest tu rajem. Jest tylko miejscem, gdzie - choć przez chwilę - można wsłuchać się w swoją samotność. A potem trzeba iść dalej.