Filmową wersję słynnej książki Naomi Klein Michael Winterbottom i Mat Whitecross zaczynają od archiwalnych zdjęć brutalnych eksperymentów z elektrowstrząsami, które - zdaniem psychiatry Ewena Camerona - miały pozbawić pacjentów pamięci (a tym samym tożsamości) i umożliwić "zaprogramowanie" ich od nowa. Klein rozmawia nawet z jedną z ofiar tych tortur, po czym przechodzi do konkluzji - tę samą "metodę szoku" dostrzega w teoriach neoliberalnego guru Miltona Friedmana: państwa i gospodarki reformują się powoli, a najlepszym sposobem na przeprowadzenie liberalnych zmian jest właśnie szok. Czyli moment głębokiego kryzysu i traumy, w którym łatwo o bezwolną zgodę na nowy porządek.
Winterbottom i Whitecross razem z Klein, którą widać na ekranie podczas publicznych przemówień i spotkań, znajdują na to zresztą konkretne dowody - choćby przy okazji katastrofy wywołanej huraganem "Katrina" w Nowym Orleanie, po którym nikt nie opierał się przeciwko masowej prywatyzacji. Podobne mechanizmy Klein dostrzega na całym świecie - w filmie przywoływane są okoliczności wprowadzenia dyktatur w Chile i Argentynie, kulisy ekonomicznej gry między Zachodem i Gorbaczowem po upadku żelaznej kurtyny czy wreszcie gospodarcze konsekwencje 11 września.
Filmowa wersja słynnej książki Klein "Doktryna szoku" nie jest dokumentem chłodnym i wyważonym - to rodzaj mocno zaangażowanego, filmowego klipu, który w sposób niekiedy uproszczony chce obalić gospodarcze mity. Najważniejszym jest mit o "naturalnej" ekspansji liberalnego ładu na świecie - Klein twierdzi, że rozprzestrzenia się on metodą siły i wyzysku. Najważniejszy jednak wniosek z filmu - i z książki - jest inny: nie jest to ład ani jedyny, ani najlepszy, chociaż sama Klein - co od lat zarzucają jej zresztą krytycy - alternatywnego rozwiązania nie daje.