Furia ***

Paweł Mossakowski
2010-04-23, ostatnia aktualizacja 2010-04-23 17:51
Edge of Darkness
Edge of Darkness

USA, Wielka Brytania 2010. Reż. Martin Campbell. Aktorzy: Mel Gibson, Bojana Novakovic, Ray Winstone, Danny Huston

Filmy
Pierwszy od siedmiu lat film z Melem Gibsonem, od ośmiu - w roli głównej. Kto się za nim stęsknił, może na "Furię" się wybrać. Film nie jest zły - ot, taka sobie konwencjonalna, " bezpieczna" produkcja. Kto nie będzie kibicował ojcu, któremu bandyci zabili córkę, a on chce ich złapać i surowo ukarać? (to zresztą obecnie modny trend w kinie sensacyjnym - albo ratowanie córek, albo gdy uratować się nie udało, zemsta za ich śmierć).

Mossakowski: Furia to banalny film.

Gibson gra samotnie żyjącego gliniarza nazwiskiem Craven, którego 24-letnia córka Emma (Novakovic) została zastrzelona na progu jego domu, zdradzając przedtem podejrzane objawy zatrucia. Craven (podobnie zresztą jak prowadzący śledztwo policjanci) początkowo sądzi, że kula była przeznaczona dla niego. Wkrótce jednak dochodzi do wniosku, że Emma nie była przypadkową ofiarą, a jej śmierć miała związek z jej pracą w korporacji zajmującej się badaniami nuklearnymi...

Film jest kinową wersją krótkiego angielskiego serialu telewizyjnego z lat 80., a więc pochodzącego z okresu zimnej wojny, ostrych protestów przeciwko bombie neutronowej itd. Jego przeszczep w lata współczesne w okolice spokojnego Bostonu robi wrażenie raczej sztuczne i jest praprzyczyną chwiejnej i niepewnej tonacji filmu: można (i należy) serio traktować ból i wściekłość ojca, któremu ukochana córka zmarła na rękach - trudniej jednak poważnie wierzyć w ten cały spisek korporacyjno-rządowy, który zza śmierci Emmy się wyłania - to chwilami graniczy z parodią (albo z "Bondami", które Campbell też reżyserował). Nierówne jest też aktorstwo: Gibson gra poprawnie, ale nic więcej. Huston jako prezes korporacji jest tak gładki i przymilny, że od razu wiemy, że to skończony łajdak (słynny tata John umiał podobne role zagrać subtelniej). Zdecydowanie najlepszy jest Winstone jako tajemniczy "pan załatwiacz" - gdy się pojawia na ekranie, film natychmiast ożywa. Całość jest przeciętna - przeciętnie angażująca emocjonalnie (mimo uporczywego powtarzania filmików wideo z Emmą jako małą dziewczynką), niespecjalnie logiczna, z umiarkowanym napięciem i niezbyt zaskakującymi "rewelacjami". Da się wytrzymać.