Bracia ***

Paweł Mossakowski
2010-05-21, ostatnia aktualizacja 2010-05-19 17:27
Brothers
Brothers

USA 2009(Brothers). Reż. Jim Sheridan. Aktorzy: Toby Maguire, Jake Gyllenhaal, Natalie Portman, Sam Shepard

Filmy
Opowiadający o destrukcyjnym wpływie wojny na życie rodzinne film jest amerykańskim remakiem bardzo dobrego duńskiego filmu pod tym samym tytułem (w reżyserii Suzanne Bier) pokazywanego (nielicznym, zdaje się, widzom) w Polsce kilka lat temu. Zaś z remake'ami zawsze mam kłopot, bo trudno jest oceniać film oglądany de facto drugi raz - choćby dlatego, że znika ważny w kinie element niespodzianki. Podejrzewam więc, że widzom, którzy duńskiego oryginału nie oglądali, film będzie się bardziej podobał, niż mnie.

Tytułowymi braćmi są: Sam (Maguire), spokojny i łagodny, patriotyczny oficer US Army, mąż (za pięknej dla niego) byłej cheerleaderki Grace (Portman) i troskliwy ojciec dwóch córek, i Tommy (Gyllenhaal), rodzinna czarna owca, nieogolony i wytatuowany pijak i rozrabiaka, który właśnie wyszedł z więzienia, gdzie siedział za napad na bank. Sam wylatuje do Afganistanu, stąd wkrótce dociera tragiczna i nieprawdziwa informacja o jego śmierci - w rzeczywistości wpadł w ręce talibów. Tommy wychodzi z cienia brata, zaczyna się korzystnie zmieniać, czule - może za bardzo - opiekuje się zrozpaczoną szwagierką. Tymczasem Sam wraca z afgańskiej niewoli kompletnie rozbity psychicznie po tym, co uczynił, by przeżyć...

Na ogół hollywoodzkie wersje europejskich filmów to katastrofa (p. "Okruchy dnia"), ale to nie jest ten przypadek - film, choć wyraźnie słabszy od oryginału, nie jest zły, może dlatego, że kręcony przez europejskiego reżysera, i to klasowego. Ma (odziedziczoną po poprzedniku) dobrze zbudowaną fabułę, choć wydaje się bardziej schematyczny (zwłaszcza "zamiana ról" przez braci: Sam zmienia się w tykającą bombę, Tommy robi się niewiarygodnie milusi) i wymęczony - tak jakby był robiony z poczucia obowiązku, a nie potrzeby serca. U Bier "dobry brat" wracał z wojny dręczony poczuciem winy i wypełniony pogardą do siebie, tu te uczucia są przetransponowane na paranoiczną zazdrość o żonę. Krótko mówiąc - wtedy oglądałem dramat psychologiczny, teraz oglądam rodzinny melodramat.

Nie pomaga też aktorstwo, a właściwie pomysły obsadowe. Filigranowy Maguire dziko szarżuje - wygląda jak gigantyczny pasikonik miotający się w zamkniętym słoiku. Gyllenhaal gra bardziej powściągliwie, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić tego aktora o smutnych oczach spaniela jako groźnego przestępcę. Portman jest bezbarwna, ale na jej usprawiedliwienie trzeba powiedzieć, że sama rola jest bardzo "niedopisana". Najlepsze są dzieci. Sheridan zresztą znany jest z dobrej współpracy z małoletnimi aktorami, i to się potwierdza.