Niecodzienne metody walki i mierzenie "sił na zamiary" to specjalność Dastana (Gyllenhaal), przybranego królewskiego syna: chłopak z ulicy wprowadza na salony brawurę, prostolinijny wdzięk i humor, ale zazdrośnicy nie śpią. To dzięki nim szlachetny książę nieszlachetnej krwi zostaje oskarżony o zamordowanie ojca - a wszystko w świętym mieście Alamut, które posłuszny Dastan pomaga zresztą zdobyć. W ucieczce przed karą śmierci i pogoni za sprawiedliwością Dastan będzie miał wkrótce całkiem sympatyczne towarzystwo - rządząca w mieście Alamut i upokorzona księżniczka Tamina (Arterton) najpierw księcia z plebsu znienawidzi, ale potem
To przewidzieć nietrudno, jak przystało na awanturniczo-romansową bajkę, którą "Książę Persji" jest w całej okazałości. "Piaski czasu" oglądałem jednak z rosnącym zdumieniem: widowiskowa superprodukcja, scenariusz oparty na grze komputerowej, popisowe numery Jake'a Gyllemhaala, który skacze po murach (albo z murów) i nawet magicznym wężom wynurzającym się z piasku daje radę - takich bajek było już na pęczki, a jednak ta, o dziwo, ma rytm, współczesną, jakby niekostiumową energię i przede wszystkim wdzięk, w którym widać wrażliwość Mike'a Newella, twórcy nie tylko "Harry'ego Pottera", ale i "Czterech wesel i pogrzebu".
Newell nie bawi się w psychologiczne zawijasy, za to wyraźnie bawi się kostiumowo-magiczną formułą: stary świat Persji, w którym dzięki cudownemu sztyletowi można cofnąć czas (albo doprowadzić do katastrofy, czyli uruchomienia Piasków Czasu), nie jest ani do końca realistyczny, ani "komputerowy". To świat w cudzysłowie, rzeczywistość niby zmysłowa, odwzorowywana w szczegółach, ale od początku do końca głównie filmowa. Miarkuje więc reżyser heroiczny patos, ale nie wpada też w banalną zgrywę - jak bajarz snuje po prostu atrakcyjną historię, która świadoma jest swojej konwencji. I choć chwilami bywa łzawa i sentymentalna (finał!), przede wszystkim ma być zabawna.
Duża w tym zasługa dwójki aktorów, którzy najwyraźniej mieli na planie sporo frajdy. Jake Gyllenhaal nijak się z superbohaterami nie kojarzy i nawet jeśli popracował tym razem mocno na siłowni, przed herosową manierą konsekwentnie się broni. Gemma Arterton dała Taminie współczesną ironię i ostry temperament, nawet jeśli jej uczucie do Dastana i tak podporządkowuje się w końcu regułom melodramatycznego finału. Newell bowiem niczego nowego w tym filmie nie odkrywa i odkryć chyba chce. Chce za to robić rozrywkowe kino, które ambicje ma głównie jedną - bawić, ale inteligentnie i z klasą.