Metropia ***

PAWEŁ T. FELIS
2010-06-11, ostatnia aktualizacja 2010-06-08 21:08
Metropia
Metropia

Dania, Findlandia, Norwegia, Szwecja 2009. Reż. Tarik Saleh

Filmy
Jeśli wierzyć twórcom animowanej "Metropii" (uwaga, nie dla dzieci!), całkiem niedługo - bo w 2024 roku - Europa przypominać będzie szaro-bury koszmar: ludzie zmienią się w człekokształtne fantomy, ulice w wymarłe ścieżki donikąd, a kapitalizm w - jakżeby inaczej - totalitaryzm. Roger, który w filmie Tarika Saleha przyjmuje rolę everymana, jest oczywiście tego świata ofiarą: dzień za dniem odbębnia mechaniczną pracę, z rozrywek najbardziej lubi telewizję, a zamiast seksu z partnerką, z którą mieszka (bohater ma ponoć problemy z potencją), woli marzyć o piękności z opakowania na szamponie. I tę właśnie piękność spotyka któregoś dnia w metrze, które oplata całą Europę i jest jedynym dozwolonym środkiem transportu (jeśli Rogera stać na bunt, to dlatego, że czasem bezprawnie wybiera jednak rower).

Kobieta nie zjawia się oczywiście na drodze Rogera przypadkiem, a na dodatek ma coś wspólnego z głosem, który poczciwy everyman zaczyna słyszeć w swojej głowie: okazuje się, że wszystkiemu winny jest szampon używany jako... najnowocześniejszy sposób inwigilacji. Żeby przekonać się, czy piękność z reklamy to wróg inwigilujących czy wręcz przeciwnie, Roger musi zacząć stawiać niewygodne pytania i węszyć tam, gdzie dotąd nikt nie węszył. Musi się zakochać i jednocześnie wobec obiektu pożądania zachować daleko posuniętą nieufność. Dlaczego jednak kibicować mu trudno?

Bo Roger to everyman boleśnie nijaki - nie tyle działa, co raczej płynie z wirem zdarzeń i osób. Byłby to zresztą pomysł dość oryginalny, tyle że w "Metropii" prowadzi donikąd - film z każdą minutą coraz bardziej nuży, bohater wykonuje w finale zwrot godny komedii romantycznej, a wykreowana przez twórców przyszłość okazuje się smętnym (i tylko pozornie skomplikowanym) wariantem wizji, które piewcy katastrofizmu i różnej maści dystopii zaproponowali już dawno temu. Jeśli faktycznie coś "Metropię" wyróżnia, to forma: plastycznie dopieszczona, rzecz jasna mroczna, ale najciekawsza w sposobie animowania bohaterów, którzy wyglądają jak postaci z kreskówki z nieproporcjonalnie dużymi, a zarazem realistycznymi głowami. Jak na pełnometrażowe kino to jednak mało.