Poważny człowiek *****

Paweł Mossakowski
2010-06-11, ostatnia aktualizacja 2010-06-08 21:09
A Serious Man
A Serious Man

USA 2009 (A Serious Man). Reż. Joel Coen i Ethan Coen. Aktorzy: Michael Stuhlbarg, Sari Lennick, Fred Melamed, Richard Kind

Ostatni film braci Coen wydaje mi się ich filmem najbardziej osobistym, najbardziej serio, najbardziej ufilozoficznionym i najgłębszym. Co nie znaczy jednak, że nagle zmienili się oni w pozbawionych poczucia humoru mentorów. Przeciwnie: humor - dość okrutny, jeśli nie sadystyczny - przenika całą opowieść, jest jej ukrytym fundamentem. Coenowie zawsze byli specjalistami w zacieraniu granicy między tragedią a komedią, a tutaj są one po prostu nierozerwalne: śmiejemy się tu - jeżeli w ogóle - z cierpienia, z czyjegoś żałosnego losu.

Gdyż bohaterem "Poważnego człowieka" jest współczesny Hiob - człowiek, na którego nagle, niespodziewanie i bez wyraźnego powodu spada kupa nieszczęść. Nie są to może nieszczęścia na miarę biblijną, ale samo ich nagromadzenie sprawia, że dotknięty nimi człowiek zaczyna w nich dostrzegać karzącą rękę Boga.

Człowiekiem tym jest mieszkający na przedmieściach Minneapolis (w roku circa 1967) Larry Gopnik (Stuhlbarg), osobnik raczej przeciętny, Żyd, mąż, ojciec dzieciom, wykładowca fizyki na miejscowym uniwersytecie. Jego kłopoty zaczynają się już w pracy: oto w okresie, gdy rozstrzyga się kwestia przyznania mu pełnego etatu, do komisji zaczynają przychodzić anonimy kwestionujące jego moralność, a oblany na teście student próbuje go przekupić, a następnie szantażować. W domu jest nie lepiej: wprowadza się nieprzystosowany społecznie brat Larry'ego (a bardzo kłopotliwy to lokator), syn - zamiast przygotowywać się do bar micwy - woli eksperymentować z marihuaną i słuchać Jefferson Airplane, córka podkrada mu pieniądze na operację nosa, a sąsiad antysemita zaczyna bezczelnie naruszać jego posiadłość. Ciosem ostatecznym jest decyzja żony, która zostawia go dla przyjaciela domu (obrzydliwego hipokryty zresztą) i nakazuje wyprowadzić się do motelu...

Gopnik nie jest typem amerykańskiego "fightera", nie walczy, jest pasywny i zrezygnowany. Nie zmaga się z nieszczęściem, tylko pyta: "Dlaczego mnie to spotkało? Co takiego zrobiłem?". Chce uzyskać pomoc, odwiedzając kolejnych rabinów, ale ich odpowiedzi okazują się mało przydatne. Jeśli według stereotypowego wyobrażenia Żydzi mają zwyczaj odpowiadać pytaniem na pytanie, to Gopnik na swoje rozpaczliwe "Dlaczego ja?" słyszy z góry złośliwe "A czemu nie?".

W tym miejscu Coenowie najbardziej zbliżają się do Woody'ego Allena, który również głosi niestrudzenie, że nasze życie jest właściwie okrutnym żartem, a w kosmosie trudno szukać porządkującej i nadającej sens zasady, nie mówiąc już o sprawiedliwości. Ale mnożą też pytania dotyczące już nie tyle ogólnoludzkiej kondycji, ile żydowskiego losu. Czy Gopnika spotkało nieszczęście, albowiem przeklęci zostali jego przodkowie? (Jak sugeruje wprowadzający w atmosferę metafizycznej niepewności prolog filmu rozgrywający się w polskim sztetlu). I na czym to przekleństwo polega? Jaką wreszcie rolę odgrywa w tym wszystkim judaizm? Czy wiara przynosi ukojenie, czy jest nieprzydatna, czy wręcz stanowi ciężar?

Nie sposób w tak krótkiej recenzji nawet pobieżnie przeanalizować wszystkich znaczeń tej bardzo osobliwej, bardzo żydowskiej - i niewątpliwie mocno autobiograficznej - opowieści. Mam wrażenie, że Coenowie nakręcili ją zresztą bardziej dla siebie niż dla kogokolwiek innego, nie dbając nawet specjalnie o to, czy się spodoba, czy nie. Powiedzieli: my jesteśmy stamtąd. Z tamtych klimatów myślowych, z tamtej atmosfery moralnej i obyczajowej. Dostarczyli pewnego klucza interpretacyjnego do swoich wcześniejszych filmów - odtąd będę je oglądał odrobinę inaczej.