Shrek Forever ****

Paweł Mossakowski
2010-07-09, ostatnia aktualizacja 2010-07-07 21:28
Shrek Forever
Shrek Forever

USA 2010 (Shrek Forever After). Reż. Mike Mitchell. Dubbing: Zbigniew Zamachowski, Jerzy Stuhr, Agnieszka Kunikowska, Cezary Pazura, Wojciech Malajkat

Politycy często lubią powtarzać: "Nigdy nie mów nigdy", otwierając sobie tym powiedzeniem furtkę do dziwnych posunięć czy sojuszy. Pod tym względem producentom filmowym też nie można ufać: wprawdzie deklarują, że to już pożegnanie "Shreka", ale z nimi nigdy nic nie wiadomo. Z pewnością jednak dobrze by było, aby faktycznie "Shrek Forever" okazał się "Shrekiem" ostatnim.

Nie dlatego bynajmniej, że jest to jakiś obciach czy żenada. Nie, jest to całkiem przyjemna wakacyjna rozrywka i choć zdecydowanie nie dorównuje rewelacyjnemu oryginałowi ani pierwszemu "sequelowi", jest jednak znacznie lepsza od nieudanej "trójki". Ale co za dużo, to niezdrowo - nie można nawet najwydajniejszej krowy doić w nieskończoność. Nasz kochany ogr powinien odejść na zasłużoną emeryturę: zrobił już swoje, a i tak zostanie we wdzięcznej pamięci widzów jako jedna z najbardziej niezwykłych i pomysłowych kreacji w historii światowej animacji.

Zastajemy go tu jako męża Fiony i ojca trójki dzieci - niemogącego już wytrzymać tej rodzinnej idylli i znużonego monotonią swojego życia. Shrek czuje się jak wyzuty - nikt się go już naprawdę nie boi, służy wyłącznie jako atrakcja turystyczna. I oto, jakby odpowiadając na jego tęsknotę za starymi, dobrymi, kawalerskimi czasami, zjawia się przed nim przebiegły osobnik, Rumpelnicki (o którym wiemy od pierwszej sceny filmu, że jest specjalistą od wrednych kontraktów), proponując umowę, po której podpisaniu nasz ogr będzie mógł przez jeden dzień cieszyć się dawnym życiem. Zdesperowany Shrek przyjmuje ofertę, nie wiedząc, że kryje się w niej niebezpieczny kruczek prawny.

Jest tu aluzja do niedawnego kryzysu ekonomicznego (zawieranie umów kredytowych z bankami bez czytania tego, co jest napisane drobnym drukiem), ale sam pomysł fabularny wywodzi się ze znacznie dawniejszych czasów - z klasycznego, liczącego ponad pół wieku "To wspaniałe życie" Franka Capry. Podobnie jak jego bohater cierpiący na kryzys wieku średniego, Shrek (częsty motyw komedii w tym sezonie - patrz: "Jutro będzie futro") trafia do świata, jaki byłby, gdyby się nie urodził. To sprytne rozwiązanie: w "realu" życie Shreka biegnie tak utartym, rutynowym trybem, że trudno byłoby znaleźć jakąś możliwość konfliktu - przerzucając akcję do świata alternatywnego, można było pociągnąć zabawę i starą bajkę opowiedzieć jeszcze raz.

Inna sprawa, że opowieść nie jest specjalnie ekscytująca, ale za to dość pokiełbaszona (nie zazdroszczę rodzicom, którzy będą musieli tłumaczyć swoim pociechom zawiłości fabuły). Nie będę wdawał się w jej szczegóły, powiem tylko, że tym, co ma umożliwić Shrekowi powrót do niedocenianego, może nudnego, ale spokojnego życia, jest pocałunek z ukochaną, a główny problem - że ukochana ma ważniejsze sprawy na głowie.

Największą przyjemnością oglądania "Shreka Forever" nie jest jednak śledzenie umiarkowanie interesującej fabuły, ale po prostu obcowanie ze starymi dobrymi przyjaciółmi umieszczonymi teraz w zupełnie innych rolach i sytuacjach. Z plejady tych powszechnie lubianych postaci najzabawniej wypada Kot w Butach będący tu spasionym, rozleniwionym futrzakiem mającym poważne problemy z samodzielnym wstaniem z legowiska. Nic dziwnego, że producenci na przyszły rok zapowiadają film z nim właśnie w roli głównej.

Jest tu też całkiem sporo błyskotliwych, "małych" pomysłów (zmienianie peruk na głowie Rumpelnickiego) i dowcipnych dialogów, jak zawsze umiejętnie i z inwencją językową przetłumaczonych. Niewiele daje natomiast po raz pierwszy w "Shreku" zastosowana technika 3D (cóżeś narobił, Jamesie Cameronie!) - na moje oko zysk jest skromny. Ogólnie "Shrek Forever" wydaje mi się godnym i honorowym pożegnaniem; filmem fajnym, ale nie na tyle dobrym, abyśmy tęsknili za jego kolejną kontynuacją.