Wszyscy inni *****

PAWEŁ T. FELIS
2010-07-23, ostatnia aktualizacja 2010-07-23 14:13
Wszyscy inni
Wszyscy inni

Niemcy 2009 (Alle Anderen). Reż. Maren Ade. Aktorzy: Birgit Minichmayr, Lars Eidinger, Hans-Jochen Wagner, Nicole Marischka

Filmy
Rewelacyjny film - z tych, które tak często rzucają się ostatnio na współczesne związki, jeden z najlepszych. Ani ckliwy, ani zimny, ani grzeczny, ani perwersyjny. Bo pokazujący parę młodych ludzi, którzy w żadną szufladkę wejść nie chcą - próbują za to znaleźć własny, wolny od klisz i stereotypów pomysł na związek, miłość, dorosłość. Ale to również film (trzy zasłużone, ważne nagrody na zeszłorocznym festiwalu w Berlinie), który celnie pyta: czy to w ogóle możliwe?

Chris (Eidinger) i Gitti (Minichmayr) są właśnie na wakacjach na Sardynii. On jest architektem, chociaż ostatnio w pracy nie wiedzie mu się najlepiej. Ona pracuje w dużej wytwórni muzycznej. Ale nawet na wakacjach nie potrafią tylko się bawić. Luksusowy dom rodziców Chrisa na Sardynii, pełen kiczowatych bibelotów, to przecież znak "mieszczańskiego" życia, którego on - i Gitty - prowadzić nie chcą. Przypadkiem spotkany znajomy Hans i jego perfekcyjna, ciężarna żona Sana to model związku, który przede wszystkim irytuje. Czy da się jednak znaleźć model własny, nieskażony banałem (Hans: "Ja pracuję, bo tym właśnie powinien zajmować się facet"), zimną rutyną, wymaganiami "wszystkich innych"?

Gitti próbuje. Bo - co rewelacyjnie pokazuje nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem Birgit Minichmayr - nie znosi grzecznej nijakości: to ona wprowadza w związek z Chrisem nieustanną grę, prowokację, zachowania na granicy szaleństwa. Czasem jest to romantyczny piknik podczas spaceru po górach, czasem przerażająco wyglądający skok z okna, a kiedy indziej wymyślony przez nią groteskowy makijaż, dzięki któremu Chris wygląda jak postać z kreskówki. Sam Chris patrzy zresztą na "ekscesy" swojej dziewczyny z pobłażliwym zdziwieniem: może on wcale takiej oryginalności i wiecznej gry nie chce? A może chce, tylko pewność siebie Gitti go onieśmiela, bo przypomina, że sam jest znacznie bardziej zachowawczy, strachliwy, konwencjonalny?

Kapitalnie pokazuje Maren Ade miłość dwojga młodych ludzi, która nie jest kiczem. Gitti - pełna dezynwoltury, wiecznie żartująca, wiecznie na granicy gry i tonu serio - jest przecież zakochana po uszy, choć zarazem od ckliwości jak najdalsza. Z pozoru zimny, wycofany Chris nie lubi mówić "kocham cię", w ogóle nie lubi z niczego się zwierzać, a przecież to on zapyta swoją dziewczynę: "Czy jestem dla ciebie męski?". Kiedy oboje dojdą do granicy, niemal do rozstania, żadnej konkretnej przyczyny nie będzie: będą tylko drobiazgi, rzucone pochopnie słowa, zachowania, które coś rujnują, choć miały tylko zbliżyć.

Być może również dlatego, że od ról uciec się nie da, a żyć "inaczej niż wszyscy" znaczy tyle, co założyć kolejną maskę i przyjąć kolejną rolę. Bohaterowie Ade patrzą na siebie i przeglądają się w oczach innych, balansują między pozorną "szorstkością" i sentymentalnym uczuciem, ale właśnie po to, żeby znaleźć coś najintymniejszego: bliskość, czułość, pewność. Odkrywanie siebie i tworzenie własnego "modelu" związku nigdy się jednak nie kończy - Chris i Gitty są ciągle w drodze. Jeśli na koniec filmu odrobinę mądrzejsi, to może dlatego, że pozbawieni już złudzeń.