Dawno już przestało dziwić, że Polski Instytut Sztuki Filmowej wspiera kiepskie filmy, ale dofinansowanie "Projektu dziecko " (milion złotych!) jest kpiną skrajnie perwersyjną. Z którejkolwiek strony na tenże "Projekt " by spojrzeć, nazwać go filmem nie sposób - to raczej arogancki popis dumnej z siebie amatorszczyzny, "Klan" w wersji pełnometrażowej, bełkotliwa hucpa, za którą - nie wiedzieć czemu - nikt jeszcze nie karze.
Fabularnie rzecz dotyczy długo czekającego na potomstwo małżeństwa (Dominika Ostałowska i Zbigniew Zamachowski), które szykuje się do in vitro i szuka dawcy. Nie w banku spermy, bo nigdy nie wiesz, na kogo trafisz, ale wśród znajomych - pod uwagę brany jest gej rzeźnik (Karolak), nieuleczalnie cierpiący na depresję pantoflarz (Sztabiński), a także namolnie promowany przez teściową (Ziętek) żołnierz wariat (Kosiński). Poszukiwania zmieniają się w gadanie, namolne paplanie w salonach i kuchniach, przy stole i łóżku, które pewnie miało być zabawne, ale nie wyszło.
W ogóle nic twórcom nie wyszło - aktorzy grają, jakby odrabiali pańszczyznę (wyróżnia się Zbigniew Zamachowski, ale w takich warunkach i De Niro byłby bezradny), autor zdjęć ćwiczy cierpliwość widza, stosując rozwiązania rodem z "Na Wspólnej", a scenarzysta nie próbuje nawet wyjść poza konwencję żenady. Wszystko - poza profesjonalnie zrobioną czołówką - przypomina offową produkcję kolegów z blokowiska, którzy skrzyknęli się i w dwa dni zrobili coś na kształt filmu. Lekarz potrzebny od zaraz.