Święty interes ***

PAWEŁ T. FELIS
2010-08-27, ostatnia aktualizacja 2010-08-25 18:48

Polska 2010. Reż. Maciej Wojtyszko. Aktorzy: Piotr Adamczyk, Adam Woronowicz, Patricia Kazali, Dorota Landowska, Mariusz Bonaszewski


ZOBACZ TAKŻE
Rozpadająca się stodoła i stara, poczciwa warszawa M-20 - tyle dostają w spadku po zmarłym ojcu ("aniołem nie był") bracia Leszek (Adamczyk) i Janek (Woronowicz). Pierwszy mieszka w Szwecji, ale poza tym, że ma ładną żonę, specjalnych sukcesów na emigracji nie odniósł. Drugi uzależniony jest od hazardu i ucieka przed egzekutorem swoich pokaźnych długów. Wściekli na ojca, który nawet po śmierci nie był w stanie ułatwić im życia (swój pozostały majątek przepisał na papieską fundację), zaczynają mu jednak szybko zachłannie dziękować. Bo warszawa może i stara, może i zniszczona, ale za to z rodowodem - jednym z jej poprzednich właścicieli był sam Karol Wojtyła.

Nie przypadkiem oczywiście jednego z braci gra filmowy Popiełuszko, a drugiego filmowy Jan Paweł II. "Święty interes" Macieja Wojtyszki (m.in. niedawny udany "Ogród Luizy") pomyślany został jako dowcipna rozprawa z ludową polską pobożnością, naszą doprawioną kiczem religijnością i "buraczaną" - jak to nazwał niedawno Mariusz Grzegorzek - mentalnością. Ciekawe jednak, że u Wojtyszki satyryczne ostrze siecze całkiem łagodnie, wieś niby prostacka i zacofana pokazywana jest z nieprotekcjonalną (w naszym kinie to wyjątek) wyrozumiałością, a zamiast kpiny z religii dostajemy w finale sugestię, że są rzeczy, o których filozofom się nie śniło, bo cuda "fałszywe" i "prawdziwe" tak naprawdę niczym się od siebie nie różnią.

Obrona "Świętego interesu", który polskiej wsi ani nie chce chłostać, ani klepać po ramieniu, przychodzi jednak z trudem. Maciej Wojtyszko próbuje łączyć ogień z wodą, wrzuca bohaterów w świat niewybrednych żartów (pasta do zębów na sutkach, która ma zwiększyć libido, sen z Panem Jezusem, który nie pozwala "miziać się" z dziewczyną), a jednocześnie każe im doświadczać czegoś w rodzaju "intuicji wiary", ale ten rozkrok bynajmniej filmowi nie służy. Komedia zbyt często sprowadza się tu prostego gagu, ton serio zostaje roztrwoniony w ramach grzecznej zabawy, która nikogo nie chce urazić ani tym bardziej sprowokować.

"Święty interes" - nawet jeśli na tle polskich komedii ostatnich lat prezentuje się nie najgorzej - jest więc filmem letnim, zatrzymanym w pół drogi. Szkoda, bo jeśli ktoś mógłby zrobić nad Wisłą polskie "Jabłka Adama", to właśnie Maciej Wojtyszko.