Tetro ***

PAWEŁ T. FELIS
2010-09-03, ostatnia aktualizacja 2010-09-02 16:09
Tetro
Tetro

USA-Włochy-Hiszpania-Argentyna 2009. Reż. Francis Ford Coppola. Aktorzy: Vincent Gallo, Alden Ehrenreich, Klaus Maria Brandauer, Maribel Verdu, Silvia Perez

ZOBACZ TAKŻE
Coppola ma dziś taką pozycję, że może robić wszystko. W "Młodości stulatka" opowiadał o młodniejącym starcu, który zyskuje nadprzyrodzone zdolności, ale nie jest w stanie odwrócić upływu czasu i odzyskać przeszłości, która minęła. W najnowszym "Tetro", zamykającym niedawny festiwal Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu, snuje historię dwóch przyrodnich braci, którzy aby iść dalej, muszą się z przeszłością rozliczyć. Oba filmy mają jednak podobną wadę - opowiadane są z perspektywy pretensjonalnego mędrca, który wie lepiej, który nie umie pozbyć się artystowskiej maniery i zanadto uwierzył w swój geniusz.



Starszy z braci (szalony jak zawsze Vincent Gallo) wiele lat temu uciekł z domu, odciął się od bliskich ("rozwiodłem się z rodziną"), stworzył sobie własny świat i nadał nowe imię ("Angie umarł, nazywam się teraz Tetro"). W dzielnicy La Boca w Buenos Aires odnajduje go szykujący się do 18. urodzin Bennie (Ehrenreich), który w przeciwieństwie do brata zadaje pytania i szuka odpowiedzi, prowadzi swoiste śledztwo i chce zrozumieć białe plamy w rodzinnej historii. Obu braci, z których starszy był zawsze dla młodszego wzorem, łączy niespełniona pasja pisarska - Bennie pisać dopiero zaczyna, Tetro zarzucił pisanie dawno temu.

"W tej rodzinie geniusz jest tylko jeden" - perorował kiedyś mityczny "zły" ojciec (Brandauer), znany na całym świecie dyrygent, który powraca co jakiś czas w kolorowych retrospekcjach. Argentyna współczesna jest z kolei czarno-biała, dziwnie przestylizowana, mocno teatralna. Coppola lubi zresztą podkreślać, że sztuczność jest tu zamierzona - w "Tetro" wrzuca realistyczny dramat rodzinny i operę, pstrokaty kabaret i sen. Nadmuchany patos prowadzi jednak do konkluzji zadziwiająco trywialnych. Że sztuka może zarazem zniszczyć rodzinę i ją scalić? Że aby naprawdę zostać ojcem, trzeba zabić w sobie demonicznego tatuśka? I że rodzinne tragedie niewiele różnią się od dylematów bohaterów telenowel?

"Tetro" ogląda się jak dopieszczony w każdym calu, filmowy kaprys, udawaną spowiedź mistrza, który ciągle nawiązuje do swoich filmów sprzed lat, a jednocześnie chowa się za rozbuchaną i pustą formą. Właśnie dlatego, że Coppola faktycznie może dziś wszystko, tak bezsensownie roztrwonioną energię wybaczyć trudno.