Ten dokument to - jak pisał Kazimierz Kutz - "niezwykły tren o miłości Alojzego Lyski do swojego ojca, którego nigdy nie widział, bo ledwo przyszedł na świat, ojciec poległ w mundurze Wehrmachtu na nizinach Ukrainy". To właśnie Alojzy Lysko jest tytułowym "dzieckiem Wehrmachtu", synem wcielonego do niemieckiej armii Polaka, o którym nie wolno było mówić i pamiętać: jego zdjęcie w niemieckim mundurze matka Lyski przechowywała w słoiku schowanym w gnoju. Teraz - razem z reżyserem Mariuszem Malinowskim - Alojzy Lysko szuka śladów po ojcu w miejscowej parafii (zachował się tu pisany z frontu list), w niemieckich archiwach, wreszcie na Ukrainie, gdzie we wsi Jamki - jak się okazuje - ojciec zginął.
To jeden z tych filmów, którym dawanie jakichkolwiek gwiazdek dziwnie nie przystoi. W sensie dokumentalnym "Dzieci Wehrmachtu" są przecież produkcją telewizyjną (i w telewizji miały już swoją emisję), opartą na klasycznych "gadających głowach", czyli wspomnieniach i materiałach archiwalnych: jest to konwencja mocno szkolna, chwilami nieco pretensjonalna, a już na pewno mało filmowa.
Jednocześnie film podejmuje temat wciąż będący w Polsce tabu, a zarazem nieodzowny w historii Śląska, na którym wcielono do Wehrmachtu kilkaset tysięcy osób, a na tzw. volkslistę wpisano 80 proc. wszystkich mieszkańców dawnego pruskiego Śląska. Przejmująco brzmią tu wspomnienia byłych żołnierzy, wdów i krewnych, którzy często zawdzięczają wcielonym życie - za dezercję całe rodziny mogły trafić do obozów. Brakuje tylko - Alojzy Lysko jest wyjątkiem - dzieci, dla których opowiadanie o ojcach w niemieckim mundurze wciąż jest najtrudniejsze.
"Dzieci Wehrmachtu" trafiają do kin z opóźnieniem - powstały rok temu. Dlaczego właśnie teraz? "Dobrze byłoby, aby choć raz, z okazji 20-lecia przemiany ustrojowej i odzyskania wolności, rozwiesić na całym Śląsku plakaty z ową butelką i podobizną ojca Alojzego Lyski w środku" - pisał Kazimierz Kutz. Podobną rolę może odegrać film Malinowskiego, który trafia do kin w inną wolnościową rocznicę - trzydzieści lat po słynnym sierpniu'80.