Jej droga ****

Paweł Mossakowski
2010-09-09, ostatnia aktualizacja 2010-09-10 17:27
Jej droga
Jej droga
Jej droga

Bośnia i Hercegowina, Austria, Niemcy, Chorwacja 2010 (Na putu). Reż. Jasmila Zbanić. Aktorzy: Zrinka Cvitesić, Leon Lucev, Ermin Bravo

Filmy
Jasmina Zbanić zdobyła cztery lata temu Złotego Niedźwiedzia w Berlinie za "Grbavicę", poruszający film o konsekwencjach wojny w dawnej Jugosławii, która w jej rodzinnej Bośni miała bodaj najkrwawszy przebieg. W jej najnowszym filmie wątek ten jest także obecny, ale nie zajmuje już centralnego miejsca, pojawia się bardziej pośrednio i ubocznie. Natomiast głównym tematem jest wpływ odżywającego i radykalizującego się islamu na życie jego wyznawców - jak również ich najbliższych. Brzmi to trochę akademicko, ale proszę się nie obawiać - "Jej droga" jest przede wszystkim filmem miłosnym, o dwójce kochających się ludzi, których poróżniła religia.

Luna (Cvitesić) i Amar (Lucev) mieszkają w Sarajewie. Ona jest stewardesą, on kontrolerem lotów. Oboje mają za sobą traumatyczne przejścia: ona straciła matkę i została wysiedlona z rodzinnego domu, on walczył na wojnie, w której zginął jego brat. Ich związek jest namiętny, ale niełatwy. Luna nie może zajść w ciążę - bardziej zresztą "z winy" Amara niż własnej. Amar zaś ostro chleje (kontroler lotów alkoholik?!). Pewnego dnia zostaje przyłapany na ukradkowym popijaniu na dyżurze i na pół roku zawieszony. W czasie tego przymusowego urlopu spotyka przypadkowo Bahriję (Bravo), swojego kolegę z oddziału, islamskiego fundamentalistę, który proponuje mu pracę nauczyciela informatyki na letnim obozie dla muzułmańskich dzieci.

Pobyt na obozie całkowicie odmienia Amira. Przestaje pić (tyle dobrego...), zapuszcza brodę, na rodzinnym spotkaniu z okazji końca ramadanu surowo poucza obecnych, że wiarę należy traktować głęboko i poważnie, nie jako okazję do zabawy. Luna z kolei nie akceptuje jego przemiany, choć sama przecież też jest muzułmanką, tyle że umiarkowaną, "letnią", niefanatyczną

Bardzo ciekawy i niecodzienny film: opowiada o tym, jak dwoje bardzo bliskich sobie ludzi nagle zaczyna przynależeć do dwóch różnych cywilizacji, dwóch różnych, niekompatybilnych światów - jakby wylądowali na dwóch obcych planetach. Sam obraz nie jest jednak wolny od uproszczeń i schematów: przemiana Amara dokonuje się w niewiarygodnym tempie, muzułmanie zaś mogą mieć do autorki pretensje, że przedstawia ich niemal jako sektę poddającą "kandydatów" swoistemu praniu mózgu. Wreszcie od pewnego momentu film zaczyna się wlec, gdyż sytuacja staje się patowa: Amar się coraz bardziej radykalizuje, Luna zaś, jakby dla utwierdzenia swojej pozycji, robi się bardziej "zachodnio-dekadencka", niż była: szaleje na dyskotekach, drinkuje, tańczy... Nawet niespodzianka, która pojawia się pod koniec filmu, nie zmienia zasadniczo sytuacji, tylko podnosi konflikt na jeszcze wyższy poziom. Ale czy kompromis jest tu w ogóle możliwy?