Jeanne (Marceau), autorka książek non-fiction, skończyła właśnie powieść autobiograficzną, ale wydawca odrzucił ją, zarzucając mało osobisty, informacyjny charakter. Wkrótce po tej nieprzyjemnej rozmowie z Jeanne zaczyna się dziać coś dziwnego: w różnych miejscach dostrzega postać młodej dziewczyny, meble w mieszkaniu zmieniają swoje położenie, a mąż i dwójka dzieci zaczynają się wydawać kim innym, niż są (kolorowe szkła kontaktowe są w użyciu). Wkrótce i ona sama fizycznie się zmienia - Sophie Marceau przepoczwarza się stopniowo w Monicę Bellucci. W nadziei na wyjaśnienie tajemnicy Jeanne wyjeżdża do Włoch, gdzie spędziła dzieciństwo, którego - co bardzo istotne - nie pamięta...
"Nie oglądaj się" jest ambitnym thrillerem psychologicznym - niestety, ani nie przerażającym (spanikowana jest wyłącznie bohaterka, jej nastrój jakoś nie udziela się widzowi), ani odkrywczym psychologicznie (taka psychoanaliza w wydaniu pop, z której wynikają same banały o dziecięcych traumach, których nie dopuszczamy do świadomości). Zapowiada się ciekawie i intrygująco, ale im kryzys tożsamości bohaterki głębszy, tym bardziej film robi się histeryczny, nudny i niezamierzenie śmieszny. Niektóre pomysły mogły na papierze wydawać się obiecujące - jak fizyczna transformacja Jeanne - ale ich ekranowy efekt wypada groteskowo. Zakończenie filmu (którego tytuł przeczy wymowie) jest zaś, mówiąc oględnie, naiwne. Szkoda dwóch pięknych aktorek na takie pretensjonalne psychodramy.