StreetDance 3D **

PAWEŁ T. FELIS
2010-09-23, ostatnia aktualizacja 2010-09-23 13:21

Wielka Brytania 2010. Reż. Max Giwa, Dania Pasquini. Aktorzy: Nichola Burley, Charlotte Rampling, Richard Winsor, Rachel McDowall, Jeremy Sheffield.

StreetDance 3D, plakat filmowy
StreetDance 3D, plakat filmowy
StreetDance 3D, plakat filmowy
Kolejny brawurowo roztańczony filmowy produkt, który nie przypadkiem zachwala telewizyjny spec od programów o tańcu Michał Piróg. Nie o kino tu chodzi, nie o fabularno-psychologiczne wygibasy, ale o tryskający kolorami teledysk, który zaopatrzonego w okulary 3D widza ma wprowadzić w trans. Czy wprowadza?

Jeśli ktoś ma już po dziurki w nosie historii młodych ludzi z ulicy, którzy "spełniają marzenia" (jedno z haseł reklamowych filmu) przez taniec i dzięki sztuce ulicy szlifują taneczne rzemiosło i nastoletnie charaktery, będzie zapewne znużony. Kto niespecjalnie wierzy w harlequinowe miłości od pierwszego wejrzenia - tym razem, a jakże, między grzecznym chłopcem z baletu i niegrzeczną dziewczyną zbierającą grupę ulicznych tancerzy, którzy mają wystąpić w konkursie - ten może kręcić nosem.

Paradoksalnie jednak, pomysł wyjściowy wyglądał tu całkiem obiecująco: oto dzięki ekscentrycznej trenerce w szkole baletowej (jak zawsze dystyngowanie zimna Charlotte Rampling) taniec klasyczny miał wejść w dialog z tańcem hip-hopowym, wyrafinowana sztuka miała pożenić się ze sztuką ulicy, bogate prymusy z wyższej sfery miały znaleźć wspólny język z nastolatkami "z nizin". Scenarzysta poniósł jednak porażkę: nie miał pojęcia, jak to spotkanie w filmie przeprowadzić, więc uciekł w zasadę przeskoków - nie wiadomo, dlaczego jedni przestają się opierać drugim, dlaczego rywalizacja zmienia się we współpracę i czemu wszystko dzieje się tak łatwo. Sukces odniósł za to choreograf - finałowy baletowo-uliczny taniec udowadnia faktycznie, że i tym od "Jeziora łabędziego", i tym od klubowych wygibasów chodzi w gruncie rzeczy o to samo, bo przecież liczy się - jak mówi Rampling - tylko to, że "jest scena, są widzowie i są emocje".

Chciałbym zobaczyć o tym prawdziwy film, a nie rozdęty klip, nawet jeśli ten jest tak uwodzicielsko trójwymiarowy.