Raczej miła niespodzianka, choć oczywiście nie aż taka jak w swoim czasie "Kac Vegas". "Policja zastępcza" (I nagroda w konkursie na najbardziej bezpłciowy tytuł roku) jest całkiem udanym komediowym kinem akcji, gatunkowym miksem, który triumfował w latach 80., a którego klasycznymi postaciami było dwóch niedobranych gliniarzy. Tu też ich oczywiście mamy, ale inni są przeciwnicy: jako że jest to już film epoki kryzysu finansowego, role tradycyjnych szwarccharakterów w rodzaju handlarzy narkotyków czy psychopatycznych zabójców zajęli bankierzy i kombinatorzy z Wall Street.
Gamble (stały współpracownik reżysera, Ferrell) jest policjantem o temperamencie księgowego, spokojnym okularnikiem uwielbiającym papierkową pracę. Sąsiednie biurko zajmuje Hoitz (Wahlberg), posadzony tu za karę za przypadkowe postrzelenie gwiazdy baseballa, sfrustrowany i palący się do "prawdziwej roboty". Na razie jednak może tylko z zazdrością oglądać poczynania dwóch supergliniarzy z posterunku (Samuel L. Jackson i Dwayne Johnson), których spektakularne, choć bardzo dla miasta kosztowne akcje uczyniły z nich celebrytów. Na szczęście dla niego policyjni gwiazdorzy nie są tak nieśmiertelni, jak myślą, w związku z czym pojawia się pilna konieczność ich zastąpienia. Hoitz wykorzystuje to, by wrócić do gry, pociągając za sobą opierającego się początkowo Gamble'a. Wkrótce wpadają na trop gigantycznej afery finansowej
Uprzedzając ewentualne obawy widzów, powiem od razu, że śledzenie intrygi i zrozumienie przeprowadzanych tu machinacji nie wymaga ukończenia kursu maklerskiego (choć oczywiście z zabójcami sprawa jest prostsza niż z oszustami finansowymi): więcej tu pościgów samochodowych i eksplozji niż ślęczenia przed tabelami kursów. McKay nie tyle parodiuje kino akcji, ile je kontynuuje, choć czasami przyjmuje wobec jego ekscesów realistyczną postawę (po jednym z potężnych wybuchów Gamble i Hoitz skarżą się na utratę słuchu). Film jest w ogóle bardzo nierówny; są tu pomysły zabawne (grany przez umiarkowanie atrakcyjnego Ferrella Gamble ma niesłychane powodzenie u kobiet, jego żonę gra Eva Mendes), mniej zabawne (przełożony naszych bohaterów Keaton dorabia do policyjnej pensji jako sprzedawca mat łazienkowych) i zupełnie niezabawne (wymieniać nie będę) - ale ewidentna żenada właściwie jest nieobecna. Warto też zwrócić uwagę, że operuje się tu bardzo zróżnicowanymi rodzajami humoru: od prymitywnego slapsticku po niespotykany w tym gatunku filmowym wyrafinowany "pure nonsens" (rozmowa naszych bohaterów o walce między lwem a tuńczykiem). Gorsze jest jednak to, że McKay należy, zdaje się, do facetów, o których kiedyś mawiano, że dla dowcipu sprzedadzą własną matkę. Tu przejawia się to w tym, że dla jednego żartu gotów jest poświęcić i logikę fabuły, i psychologiczną spójność - w związku z czym nasi bohaterowie raz zachowują się jak wytrawni detektywi, raz jak kompletni debile. Nierówne jest też aktorstwo: Ferrell jest w swoim żywiole, ale Wahlberg nie wykazuje specjalnych talentów komediowych i wyraźnie odstaje od swojego partnera. Niemniej jednak jako propozycja czysto rozrywkowa "Policja zastępcza" zasługuje na uwagę.