Grek Zorba *****

Paweł Mossakowski
2011-04-08, ostatnia aktualizacja 2011-04-06 22:40
 Grek Zorba
Grek Zorba
mat. prasowe

USA, Wielka Brytania, Grecja 1964 (Alexis Zorbas). Reż. Michael Cacoyannis Aktorzy: Anthony Quinn, Alan Bates, Irene Papas, Lila Kedrova

 Grek Zorba
mat. prasowe
Grek Zorba
 Grek Zorba
mat. prasowe
Grek Zorba
 Grek Zorba
mat. prasowe
Grek Zorba
ZOBACZ TAKŻE
Bardzo trafny tytuł. Bo choć nominalnie głównym bohaterem (czyli tym, którego ewolucja wyznacza ideologię filmu) jest młody angielski pisarz Basil (Bates), to w rzeczywistości ekran należy do Zorby - starszego od niego, krzepkiego greckiego chłopa, który staje się jego mistrzem i nauczycielem. Była to życiowa rola Anthony'ego Quinna, przyćmiewająca nawet jego popisowy występ w "La Stradzie" Felliniego. Zdominował cały film.

"Jego" Zorba to człek bezpośredni i spontaniczny, kochający życie i mający na życie wciąż wielki apetyt. Prosty, ale mądry, i chętnie się swoimi mądrościami dzielący. Niewątpliwy macho: niektóre jego wypowiedzi dotyczące kobiet mogą dziś brzmieć co najmniej kontrowersyjnie i bardzo drażnić czujne uszy feministek. I radzący sobie z cierpieniem w sposób paradoksalny: poprzez taniec (choć tańczy również w chwilach ekstatycznej radości: krótko mówiąc, zawsze, gdy pewna norma emocji zostaje przekroczona). O ludziach tak pełnych optymizmu i energii mówi się potocznie "młodzi duchem", i rzeczywiście - Basil to przy nim starzec.

Trudno zresztą o większy kontrast charakterów niż między tymi dwoma zaprzyjaźnionymi mężczyznami (nieco podobnie było w ostatnio bardzo słynnym "Jak zostać królem"). Basil - aż groteskowo stereotypowy Anglik - jest powściągliwy, wycofany, nieśmiały. Do tego - znów stereotypowy - intelektualista, który wiedzę o życiu czerpie bardziej z książek niż z doświadczeń własnych. Krańcowo różne są też ich życiowe postawy: Zorba jedzie przez życie na pełnym gazie, Basil - na ciągle zaciągniętym hamulcu. Na tym przeciwieństwie, kompletnie innym sposobie odczuwania i reagowania, zbudowany jest cały film.

Obaj wpadają na siebie w porcie w Pireusie, gdzie Basil czeka na opóźniony statek na Kretę: wbrew oczekiwaniom, na wyspie chce nie tyle pisać, ile przede wszystkim uruchomić nieczynną od dawna kopalnię otrzymaną po zmarłym ojcu. Ponieważ Zorba ma pewne doświadczenia w górnictwie, zabiera go ze sobą. Ale nie pomoc techniczna okazuje się tu najważniejsza, lecz "psychoterapeutyczna": Zorba uczy spiętego Anglika bardziej "luźnego" i beztroskiego podejścia do życia oraz umiejętności czerpania z niego radości. M.in. nakłania go, aby zainteresował się pewną młodą wdową (Papis), sam wszczynając ryzykowny romans z francuską właścicielką hotelu, w którym się zatrzymują, byłą kurtyzaną zresztą, a obecnie samotną, podstarzałą kobietą (Kedrova)...

Nawet po latach ogląda się to wszystko bardzo dobrze, a zmienność tonacji i nastrojów (która w swoim czasie niektórych denerwowała) dziś wydaje się całkiem nowoczesna i na miejscu. Ale do arcydzieła (a są też takie opinie) jednak daleko: historia jest nie najlepiej skomponowana (niektóre sceny są przeciągnięte, a z kolei niektóre istotne wątki potraktowane bardzo pobieżnie), a zachwalana w nim lekkość w traktowaniu życia chwilami wydaje się przesadna i trochę mało sympatyczna: mamy tu dwie martwe kobiety i jedną katastrofę, a dramatu się nie czuje. To jednak zapewne tkwiło właśnie u podstaw ogromnego sukcesu filmu. Na pewno nie wszyscy chcemy "żyć na luzie", ale chyba wszyscy marzymy o tym, żeby umieć sobie radzić z nieszczęściami, a w każdym razie tak strasznie się wszystkim nie przejmować.

Mówiąc o filmie, nie sposób nie wspomnieć o pięknych czarno-białych zdjęciach (za które Walter Lassally otrzymał Oscara), słynnej scenie tańca na plaży (wykonywanego zresztą przez Quinna ze złamaną kością stopy, więc wypadł on nieco dziwnie) i naturalnie muzyce Mikisa Theodorakisa, która zawędrowała pod najdalsze strzechy - nie tylko do dyskotek, ale też domów towarowych i hotelowych wind. Mało który muzyczny motyw zrobił taką karierę.