Bardzo przyjemna animacja - i to nie ze studia Pixar! - odwołująca się do sprawdzonej formuły: komediowe kino akcji plus romans. Dla 10-12-latków może być to wielka frajda, ich dorośli opiekunowie męczyć się nie powinni, zaś ci z nich, którzy zachowali w sobie dziecko, będą się wręcz dobrze bawić.
Blu jest błękitną arą, udomowionym ptakiem mieszkającym wygodnie w Minnesocie ze swoją właścicielką (i przyjaciółką) Lindą, miłą okularnicą prowadzącą księgarnię. Pewnego dnia składa im wizytę brazylijski ornitolog Tulio, który informuje, że w jego ptasim ośrodku w Rio znajduje się ostatnia samiczka tego gatunku Jewel i namawiaja ich do przyjazdu (w wiadomym celu). Blu (stary neurotyk) i Linda niechętnie, ale zgadzają się.
Blu jest olśniony wyglądem Jewel, ale początkowo chemii między nimi nie ma żadnej: on przywykł do osiadłego trybu życia, nie potrafi nawet latać (animacje kochają takich odmieńców!), ona zaś nienawidzi klatki, w której została zamknięta, i marzy o wyrwaniu się na wolność. Sytuacja zmienia się jednak radykalnie, gdy oboje zostają wykradzeni przez bandę przemytników rzadkich ptaków...
Fabuła nie odznacza się oryginalnością, ale tempo jest zawrotne, postacie egzotycznych ptaszków (które pomagają naszym bohaterom w ucieczce) - bardzo sympatyczne, a dowcip - dobrej próby. I nie jest to humor tylko słowny, którego jakość zawdzięczamy wyłącznie językowej inwencji tłumacza, ale też sytuacyjny, wymagający pomysłowości fabularnej i wyobraźni plastycznej.
dzikich zwierząt (co znamy z "Madagaskaru"), mówi sporo o wolności (w końcu bohaterami są ptaki...) i o przezwyciężaniu swoich lęków (choć tak naprawdę próba podjęcia lotu przez Blu wynika raczej z przypadku niż świadomego wyboru), ale szkolna, namolna dydaktyka a la Disney tu nie występuje. Film jest rozrywkowy, powiedzmy sobie szczerze - raczej płytki, nienaszpikowany ukrytymi znaczeniami. Choć warto odnotować, że pod pewnymi względami zgodny z tendencjami obecnymi w "dorosłym" kinie i np. panie (a właściwie przedstawicielki płci żeńskiej) są tu odważne, stanowcze i przedsiębiorcze, a panowie (a właściwie... itd.) - lękliwi i safandułowaci.
Trzeba tu jeszcze dodać tęczową paletę kolorów - bardzo a propos w egzotycznej dżungli - i żywą, głównie oczywiście latynoską muzykę. Dobrze, że ktoś wreszcie wpadł na pomysł, aby wykorzystać dla potrzeb animacji Rio de Janeiro i okolice (podejrzewam samego reżysera, Brazylijczyka z pochodzenia) - trudno o bardziej atrakcyjną scenerię. Oglądając roztańczony uliczny karnawał (na który przypadają kulminacyjne sceny filmu), ma się od razu ochotę rezerwować bilet na samolot.