Niedokończony film *****

PAWEŁ T. FELIS
2011-04-08, ostatnia aktualizacja 2011-04-06 23:02
 Niedokończony film
Niedokończony film
mat. prasowe

Izrael, Niemcy 2010 (Shtikat Haarchion). Reż. Yael Hersonski

ZOBACZ TAKŻE
Unikatowy dokument, który udowadnia filmową manipulację, a jednocześnie poprzez zmanipulowane obrazy przywraca pamięć o życiu w warszawskim getcie. Życiu, które w maju 1942 roku rejestrowała kamera operatora Willy'ego Wista: pozornie obserwująca, obiektywna, zimna, w rzeczywistości kreująca wizję Żydów zgodną z propagandowymi celami nazistów.

Taśmy z tytułowym niedokończonym filmem przechowywane były w pudłach z napisem "Getto". Zachowane materiały, które przez długie lata budowały wyobrażenie o codzienności w warszawskim getcie (co znalazło odbicie również w filmach, choćby "Korczaku" Wajdy), robią piorunujące wrażenie do dziś. Na chodnikach wychudzone zwłoki, a obok niezauważający ich, idący pewnym krokiem przed siebie przechodnie. Tańczący mężczyzna, wokół którego tworzy się zbiegowisko, a za chwilę kobieta ze zniszczoną twarzą, która chodzi po ulicy z dzieckiem na ręku. Stosy przeszmuglowanych przez dzieci warzyw, chowanych pod ubraniem i wyrzucanych na ulicę z dziwnym uśmiechem na twarzy, a jednocześnie stosy martwych ciał zrzucanych do zbiorowego grobu.

Są jednak również obrazy, które budzą zdziwienie. Skąd nagle sceny pogrzebu, w których Żydzi niosą ciało w trumnie? Skąd kobiety w długich, wieczorowych sukniach, luksusowe jedzenie w restauracjach, wystawne bale z szampanem i wódką? Sprawdziła to reżyserka Yael Hersonski i w swoim wstrząsającym dokumencie poszła tropem mniej lub bardziej widocznych manipulacji. Kwiaty? "Kto widział w domach kwiaty? Prędzej byśmy je zjedli" - mówi oglądająca materiały kobieta, za chwilę słyszymy, że na potrzeby filmu przynoszono je specjalnie z cmentarza. Ceremonia obrzezania? Powinna odbywać się nie w domu, ale w klinice - dziecko, które zostało przed kamerą obrzezane, prawdopodobnie nie przeżyło. Spektakl Teatru Nowy Azazel? Brawa i śmiechy były reżyserowane - przez ułamek sekundy widać przerażoną twarz kobiety zaangażowanej do roli widza.

Odnaleziony przez reżyserkę Willy Wist niechętnie przyznaje, że celem propagandowego filmu "Getto" było pokazanie kontrastów. Z jednej strony krańcowa nędza, z drugiej - przepych. Rozpacz i śmiech, praca i wygrzewanie się na słońcu, brud i luksus. Większość scen inscenizowano, co udowadniają kolejne, kręcone jeden po drugim duble. Zmieniano wystrój mieszkań i dobierano aktorów o odpowiedniej urodzie, przygotowywano proste ujęcia wejścia do sklepu mięsnego i skomplikowane sceny zbiorowe. Ze świadomością, którą daje widzowi Hersonski, jeszcze wyraźniej widać nieudolną reżyserię i fałsz. Ale paradoks "Niedokończonego filmu" - i paradoks nieskończonego "Getta" - polega na tym, że nie wszystko jest kłamstwem.

Bohaterki wspominające dzieciństwo w getcie przyznają, że śmieci wysypywano z okien na podwórko - zejście na dół po schodach było niemal nadludzkim wysiłkiem. Obok skrajnie wycieńczonych, żyjących w nędzy Żydów zdarzali się i tacy, którym powodziło się lepiej. A wszyscy szukali sposobu, żeby na chwilę od dramatu na ulicach się oderwać - choćby przez codzienny prysznic i mycie zębów. Ale autorów "Getta" prawda nie interesowała.

"Niemcy zwykle strzelali - kiedy zaczęli kręcić film, wydawało się, że to coś pozytywnego" - wspomina jedna z bohaterek. "Niedokończony film" przeraża, bo nie tylko rozbraja nazistowską propagandę, ale też pokazuje pozbawionych głosu ludzi, w których gehennie swoją rolę odegrała również kamera. Ten niebezpieczny przedmiot, który poza wszystkim innym uczy nieufności.