Bez smyczy **

Paweł Mossakowski
2011-04-08, ostatnia aktualizacja 2011-04-07 11:09

USA 2011 (Hall Pass). Reż. Bobby i Peter Farrelli. Aktorzy: Owen Wilson, Jason Sudeikis, Jenne Fischer, Christie Applegate, Richard Jenkins

Bez smyczy
Bez smyczy
Bez smyczy
mat. prasowe
Bez smyczy
Bez smyczy
mat. prasowe
Bez smyczy
Bez smyczy
mat. prasowe
Bez smyczy
ZOBACZ TAKŻE
Bracia Farrelli nakręcili w swoim czasie bardzo zabawny "Sposób na blondynkę", potem zasłynęli głównie jako piewcy bardzo prostackiego, drwiącego z dobrego smaku humoru. "Bez smyczy" jest w pewnym sensie filmem dla nich nietypowym: komedią mówiącą o rzeczach całkiem poważnych (znużenie małżeńską rutyną, niewierność itd.) i dotyczącą ludzi już w pewnym wieku. Ale jest ona po pierwsze, mało zabawna (mnie raczej smuciła), a po wtóre, Farrelli po prostu nie mogą się powstrzymać, aby od czasu do czasu nie walnąć z bardzo grubej rury.

Nie bardzo to razem idzie: albo się rozważa - nawet żartobliwie - wyższość monogamii nad poligamią, albo pokazuje roznegliżowaną panienkę, która s a z rozpryskiem do wanny.

Rick (Wilson) i Fred (Sudeikis) są najbliższymi przyjaciółmi, facetami raczej miłymi i przeciętnymi, żyjącymi od lat w stabilnych, ale seksualnie już niezbyt satysfakcjonujących związkach. W związku z tym gapią się na każdą młodą i atrakcyjną dziewczynę, po nocach fantazjują, a między sobą rozmawiają głównie o seksie. Ich żony, Maggie (Fischer) i Grace (Applegate), zirytowane tym i zniesmaczone, postanawiają "dać im wolne": niech przez tydzień zostaną sami, niech robią, co chcą, mogą je zdradzać, proszę bardzo - po czym wyjeżdżają. Panowie są początkowo zachwyceni, rzucają się w wir uciech, ale powrót do kawalerskich czasów okazuje się nie taki prosty...

Trzeba powiedzieć uczciwie, że takich ekscesów jak przytoczony przykładowo w pierwszym akapicie nie ma zbyt wielu; być może z wiekiem bracia rzeczywiście nieco złagodnieli i zgrzecznieli. Zarazem jednak stępił się w ogóle ich zmysł humoru. Owszem, jest bardzo śmieszna scena, gdy nasi erotomani-teoretycy rozmawiają z sobą bardzo otwarcie na interesujące ich tematy, nie wiedząc, że cała ta rozmowa jest na żywo transmitowana przez system monitoringu; jest brawurowy, krótki "show" Richarda Jenkinsa (który udowadnia, że potrafi być nie tylko aktorem dramatycznym) w roli podrywacza bezbłędnie rozszyfrującego kobiety; jest jeszcze kilka umiarkowanie zabawnych momentów i pojedynczych błysków w dialogach... Ale reszta jest jakaś wysilona, wysiedziana, pozbawiona życia i naturalnych związków z fabułą.

Najbardziej w filmie zaskakujący jest jednak jego konserwatyzm. Bracia Farrelli, występujący tu jako obrońcy wartości rodzinnych (świat się kończy!), każą najpierw swoim bohaterom uwodzić kobiety w sposób wyjątkowo nieudolny i niezdarny, a po tym całym żenującym pokazie męskiej niekompetencji - docenić zalety domu i powrócić z ulgą do swoich ślubnych. Te zaś - przebywające w końcu też na czymś w rodzaju wakacji (czego nasze osły w ogóle nie zauważają) - radzą sobie znacznie lepiej, no ale jak już poradzą sobie za dobrze, to bardzo cierpią z powodu wyrzutów sumienia. Nie ma to jak stare dobre małżeństwo. Nawet nudne.