Jaskinia zapomnianych snów ****

Paweł Mossakowski
2011-05-05, ostatnia aktualizacja 2011-05-05 13:08

Kanada/USA/Francja/Niemcy 2010 Reż. Werner Herzog

Jaskinia zapomnianych snów
Jaskinia zapomnianych snów
ZOBACZ TAKŻE
Herzog kontynuuje podróże w odległe czasy w poszukiwaniu definicji człowieczeństwa. Tym razem dotarł do odkrytej w 1994 roku w południowej Francji jaskini Chauvet, w której zachowały się rysunki sprzed 32 tys. lat (a więc dwa razy starsze od znalezionych w Lascaux). Przedstawiają one zwierzęta (w większości wymarłych już gatunków); uderzający jest brak postaci ludzkich. Tym, co filmowca zafascynowało najbardziej jest ich swoista kinetyczność (uzyskiwaną przez np. "mnożenie" kończyn rysowanych stworzeń, choć zapewne sugestia ruchu powstawała także dzięki migotliwości ognia pochodni, którymi oświetlano jaskinię). W pewnym momencie nazywa tych paleolitycznych artystów "prekursorami kina".

Ze względu na unikalny charakter znaleziska, a przede wszystkim wrażliwość wnętrza na zmiany naturalnych warunków, wstęp do jaskini mają wyłącznie badający ją archeolodzy i paleontolodzy. Dla Herzoga i jego bardzo nielicznej ekipy zrobiono wyjątek - zapewne dzięki marce reżysera. Dzięki temu i my mamy okazję ją zwiedzić, co stanowi samoistną wartość filmu: wspólna twórczość przyrody (faktura ścian, układy stalaktytów i stalagmitów) oraz człowieka daje tu olśniewające efekty wizualne.

Jak wspomniałem jednak na początku, nie o samo piękno (czy walory "turystyczne") tu idzie. Dla Herzoga cała ta wyprawa jest głównie pretekstem do antropologicznych rozważań: jak postrzegali otaczający świat nasi dalecy przodkowie? Co nas z nimi łączy? I wreszcie: co konstytuuje człowieczeństwo i jest najistotniejszą cechą naszego gatunku? Powiem szczerze, że dobiegający zza ekranu komentarz reżysera czasami przeszkadzał: wolałbym obrazy tej podziemnej galerii kontemplować w ciszy a podumać sobie nad nimi bez rozegzaltowanego głosu Herzoga w tle (tym bardziej, że jego rozważania są czasami dość mętne). Wydaje mi się też, że film mógłby być z powodzeniem o dwadzieścia minut krótszy - mnożące się w jego drugiej części, coraz odleglejsze dygresje niepotrzebnie go rozwlekają. Tym niemniej rzecz jest bardzo interesująca, przebłyskująca tajemnicą i skłaniająca do takich rozmyślań, do jakich współczesne kino rzadko dostarcza pożywki.