Trójwymiarowa przynęta na wielkim ekranie

Tomasz Grynkiewicz
2007-11-21, ostatnia aktualizacja 2007-11-21 20:40
Fot. Chris Pizzello AP

Jutro w polskich kinach zadebiutuje "Beowulf", najnowsze dzieło Roberta Zemeckisa. To pierwszy film fabularny, który z wielką pompą wchodzi do kin w trzech wymiarach. Czy wprowadzi kino w nową epokę?


Beowulf
Gra "Beowulf" ma być tak wizjonerska, jak film
- Na początku trudno było się nawet skupić na akcji, bo raz tuż przed oczami latały śnieżynki, a za chwilę ktoś wymachiwał włócznią - mówi Paweł, pracownik jednej z warszawskich firm medialnych, który "Beowulfa" oglądał na przedpremierowym pokazie w kinie Imax. - I choć nie jestem przekonany do pomysłu puszczania filmów fabularnych w 3D, to ten akurat oglądało się przyjemnie.

Trójwymiarowe filmy nie są w kinie nowością - wystarczy wspomnieć "Ekspres polarny" czy "Małych agentów 3D" z 2004 r. Ale projekcje, na których widz musi założyć specjalne okulary, traktowano długo jako ciekawostkę, coś, co funkcjonuje na obrzeżach kina. Tymczasem "Beowulf", którego akcja rozgrywa się VI wieku w Danii, może wprowadzić trójwymiarowe projekcje do pierwszej ligi.

Choćby dlatego, że dotąd gros filmów w 3D było skierowane do dzieci, jak wspomniany "Ekspres" czy "Mali agenci", lub były to filmy edukacyjne wyświetlane w kinach Imax. W innych tytułach - jak "Harry Potter i Zakon Feniksa" czy "Powrót Supermana" - tylko pół godziny filmu było w trójwymiarze, a o tym, kiedy założyć okulary, informował napis na ekranie. "Beowulf" to pierwszy, tak długi film w 3D. W dodatku Zemeckis nie stroni w nim ani od przemocy, ani od nagości. A to znacznie poszerza krąg odbiorców.

Po drugie, rozwojowi 3D sprzyja technologiczna zmiana warty w kinach - właściciele zaczęli wymieniać tradycyjne projektory na cyfrowe, odtwarzające film nie z taśmy, ale z plików zapisanych na serwerze. Przy niewielkich modyfikacjach cyfrowe kino można łatwo przystosować do wyświetlania trójwymiarowych filmów.

Szacuje się, że w 2010 r. takich sal kinowych będzie już siedem tysięcy. Na razie takich jest niespełna półtora tysiąca - w wyścigu prowadzi prywatna spółka Real D, która swój sprzęt zainstalowała w 1,1 tys. kin na świecie, do tego dochodzi Imax z blisko 120 ekranami i Dolby Labs, które niedawno dołączyło do stawki, wyposażając 80-90 kin.

Właśnie sprzęt tej ostatniej spółki trafił do Multikina. Na razie sieć będzie wyświetlać filmy w trzech wymiarach w warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy i w Starym Browarze w Poznaniu. Jak mówi nam Maciej Bagiński, szef Multikina, w przyszłym roku projektory cyfrowe powinny się znaleźć we wszystkich 14 kinach sieci.

- Nie obawiamy się, że to będzie chybiona inwestycja - mówi Bagiński. - Z tego, co wiem, popyt jest taki, że fabryki nie nadążają z produkcją okularów - dodaje.

Multikino liczy na to, że trójwymiarowe projekcje przyciągną do sal kinowych więcej widzów. O ile? Bagiński nie chce zdradzać prognoz, mówi jedynie, że liczą na wzrost jednocyfrowy. To i tak dużo, zwłaszcza że statystyczny Polak chodzi do kina rzadziej niż raz w roku.

Inwestycje w sprzęt Multikino odbije sobie na cenach biletów - będą droższe od cen na "zwykły" film o 5 zł.

To nie będzie jedyna sieć, do której w Polsce trafi trójwymiarowy "Beowulf" - oprócz kin Imax sprzęt do projekcji 3D ma już Silver Screen (w dwóch lokalizacjach) i krakowskie kino Kijów Centrum.

Czy widzowie w Polsce połkną haczyk? - Ludzie pójdą na to, co nowe - nie ma wątpliwości Rafał Rybski, szef sieci kin Cinema City (ma w Polsce licencje na kina Imax). Rybski nie obawia się o to, że wprowadzenie filmów trójwymiarowych do multipleksów odciągnie widzów od Imaksa. - To nieporównywalne doświadczenie. Wystarczy porównać choćby ekran, na jakim widz ogląda film w Imaksie, a na jakim w tradycyjnym kinie - mówi Rybski. Ten w kinach Imax to prawdziwy kolos - ma blisko 18 m wysokości i rozciąga się na 22 metry. Tradycyjne ekrany są kilkakrotnie mniejsze.

Pytanie, czy samo 3D wystarczy, by przyciągnąć widzów do kina. Z "Małymi agentami 3D" się udało - w Polsce na hasło "trójwymiar" w kinie zjawiło się ponad 760 tys. widzów. "Ekspres polarny" ze stu kin Imax na świecie zebrał ponad 60 mln dol. - Ale jeśli historia się nie klei, nie ma znaczenia, w ilu wymiarach pokażemy film. Widzowie muszą czuć, że warto było wydać pieniądze na seans - wypowiadał się niedawno Steve Starkey, bliski współpracownik Zemeckisa, na łamach magazynu "The Hollywood Reporter".

Pierwsze wyniki z USA są zachęcające. Do kin film trafił w zeszły piątek - jednocześnie w tradycyjnej wersji i w 3D. Przebojem wdarł się na pierwsze miejsce w box office, przez pierwszy weekend zarabiając na biletach ponad 28 mln dol.

Ale dla Hollywood istotniejszą wiadomością jest to, że 40 proc. tej kwoty to przychody ze sprzedaży biletów na projekcje 3D. A jak wynika z danych wytwórni Paramount, tylko co piąty pokaz "Beowulfa" odbywał się w trzech wymiarach.

Nowy film Zemeckisa jest bacznie śledzony przez Hollywood - branża wciąż się wstrzymuje, chcąc ocenić, czy 3D to krótkotrwała moda, która szybko przeje się widzom, czy przełom, który będzie można porównać do wprowadzenia dźwięku czy pierwszych kolorowych filmów.

Analitycy są na tak. - 3D ma potencjał, by przyspieszyć rozwój branży, a nowe wizualne doświadczenia w kinie przyciągną widownię, a także zwiększą wpływy z biletów - napisał we wrześniowym raporcie Barton Crockett, analityk JPMorgan. Ocenia on, że projekcje trójwymiarowych filmów przyciągną o 10 proc. więcej widzów niż ich klasyczne odpowiedniki. Właściciele kin już mogą zacierać ręce - Crockett szacuje, że w 2009 r. widz zapłaci średnio 3,5 dol. więcej za bilet. A to dodatkowo 300-400 mln dol. rocznie.

Na razie wiadomo, że w trójwymiarowej wersji ma się ukazać "The Dark Knight", kolejny film z cyklu o Batmanie. Być może jeszcze w tym roku na ekrany zawita dokument uwieczniający zeszłoroczną trasę koncertową zespołu U2. W 2009 r. debiut w 3D będzie miał "Avatar", nowe dzieło Jamesa Camerona. Ofensywę w trzech wymiarach szykuje też DreamWorks Animation - począwszy od 2009 r. wszystkie swoje przyszłe tytuły wytwórnia będzie kręciła w 3D (m.in. czwartą część "Shreka").

- 3D to już nie gadżet, to nie film trójwymiarowy, z czasów, które pamięta twój ojciec - mówi szef DreamWorks Jeffrey Katzenberg. Szacuje on, że do każdego tytułu trzeba będzie dołożyć ok. 15 mln dol. po to, by ukazał się w 3D. Ale i to ma się opłacić. - 90 procent pirackich filmów zaczyna się od tego, że ktoś nagrał je kamerą wycelowaną w ekran. A filmów trójwymiarowych w ten sposób nie da się nagrać - mówi Katzenberg.

Jest i inny powód. - Zauważyliśmy, że wiele osób w wieku 15-30 lat zamiast w kinie woli oglądać filmy na swoich 72-calowych plazmach - mówi Greg Foster z Imaksa. - I dlatego potrzebujemy takich technologii, których widzowie nie będą mogli odtworzyć w domu.