Gazeta.pl > Film >  Do poczytania

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Zanussi: Doda zagra u mnie dla dowcipu

rozmawiała Donata Subbotko
2008-03-24, ostatnia aktualizacja 2008-03-25 09:33

Abonament płacony przez widzów jest złem koniecznym, ale zależność TVP od budżetu państwa też byłaby innym złem. Dlatego uważam, że lepiej, aby abonament pozostał.

Reżyser Krzysztof Zanussi w czasie dyskusji z widzami w Poznaniu
Fot. Karolina Sikorska / AG
Reżyser Krzysztof Zanussi w czasie dyskusji z widzami w Poznaniu
Doda
Fot. Renata Dabrowska / AG Fot. Renata Dabrowska / AG
Doda
ZOBACZ TAKŻE
TVP emituje cykl autopromocyjnych spotów "Abonament. Potrzebny na 100 proc.". Występujący twórcy zaświadczają, że telewizja publiczna to "medium potrzebne ludziom oczekującym rozrywki pobudzającej intelektualnie". W akcji udział wzięli m.in. aktorki Anna Romantowska, Teresa Lipowska i reżyserzy - Natalia Koryncka-Gruz, Ryszard Bugajski i Krzysztof Zanussi.

Rozmowa

z Krzysztofem Zanussim

reżyserem

Donata Subbotko: Dlaczego wystąpił pan w tej akcji reklamowej?

Krzysztof Zanussi: Bo u nas konstrukcja prawa filmowego praktycznie uniemożliwia produkcję ambitniejszych filmów bez telewizji publicznej. A ta bez abonamentu uczestniczyć w nich nie będzie mogła. Oczywiście abonament jest złem koniecznym, ale zależność telewizji publicznej od budżetu też byłaby innym złem. Dlatego uważam, że lepiej, aby abonament pozostał.

Uważa pan, że TVP dobrze gospodaruje tym abonamentem?

- Nie. Żadna dyrekcja mnie nie satysfakcjonowała. Przy tej miałem największą ilość - siedem - odmów współpracy w całej historii nowej Polski. Niemniej to nie zmienia mojego poglądu na zasadę.

Naprawdę pan uważa, że ten abonament faktycznie idzie na - jak pan mówi w reklamie - produkty "do sklepów delikatesowych", a nie na te do "supermarketu"?

- Ja mówię, że na to abonament powinien iść. Sam chciałbym taką produkcję uprawiać, a na razie telewizja mi tego nie umożliwia, choć w przeszłości kilka moich produkcji adresowanych do bardziej niszowej publiczności zyskało od telewizji poparcie.

Nie ma pan poczucia, że występując w tej reklamie, firmuje również tę dyrekcję?

- Nie. Już kilka lat temu występowałem w podobnej kampanii na rzecz płacenia abonamentu. To rzeczy rozdzielne - abonament uważam za mniejsze zło, a wymóg spełniania misji przez telewizję publiczną musi być ciągle ponawiany i egzekwowany.

Czy teraz telewizja wypełnia misję?

- Wypełnia, tylko pytanie: w jakim stopniu.

Sto procent? 50? 20 procent?

- W głęboko niedostatecznym.

Jestem tutaj nieobiektywny, bo czuję się przez tę telewizję szczególnie mało życzliwie traktowany. Nie chciałbym własnego dyskomfortu uogólniać, bo to może być podyktowane uczuciem goryczy. TVP zlekceważyła ostatnio np. mój projekt filmu o królowej Jadwidze Andegaweńskiej.

Zapłacono panu za ten występ w tej reklamie?

- Oczywiście, że nie.

Źródło: Gazeta Wyborcza