Seksmisja: odsłona druga

Kalina Mróz
2008-07-07, ostatnia aktualizacja 2008-07-07 22:56

W takich hibernatorach 50 filmowych lat spędzili Maks i Albert z Seksmisji
W takich hibernatorach 50 filmowych lat spędzili Maks i Albert z Seksmisji
Fot. Grażyna Makara / AG

Kto nie zna "Seksmisji", kapitalnej komedii Juliusza Machulskiego opowiadającej o totalitarnym świecie rządzonym przez kobiety? Mocno dostało się w niej wojującym feministkom. Teraz, po blisko ćwierć wieku reżyser skierował pazur szyderstwa na mężczyzn

ZOBACZ TAKŻE




Maks (rewelacyjny Jerzy Stuhr) z "Seksmisji" to przykład typowego polskiego macho. Niezbyt urodziwy, ale przekonany o swym powalającym kobiety wdzięku, rozgadany, średnio inteligentny i nieco chamowaty. Bezwzględnie wierzy w system patriarchalny, w którym miejsce kruchej kobiety jest u boku silnego mężczyzny. I to właśnie stanowi w filmie o sile Maksa. Jednym pocałunkiem potrafi pozbawić przytomności uzbrojoną przedstawicielkę płci przeciwnej.

Oparta na stereotypowym postrzeganiu różnic między kobietami i mężczyznami "Seksmisja" należy, mimo wszystkich krzywdzących niewiasty dowcipów, do najlepszych polskich komedii tworzących żelazny kanon kinematografii. Z wielką regularnością pojawia się w telewizji publicznej, śmiesząc kolejne pokolenia Polaków. Nie jest jednak tajemnicą, że feministyczne ruchy kobiece raczej nie pokładają się ze śmiechu na widok ubranych w aseksualne uniformy, karykaturalne wojowniczki Ligi. Choć przecież nie odsądzają filmu od czci i wiary. Kazimiera Szczuka, feministka, dziennikarka i krytyk literacki: - Nie można powiedzieć, że kobiety w Polsce nie lubią "Seksmisji", bo to jest udana komedia i rzeczywiście zabawna. Co nie zmienia faktu, że okropnie, naprawdę okropnie wyśmiewany jest w niej feminizm. Śmieszny film, ale dziwny. Na Zachodzie na przykład zupełnie tego rodzaju poczucia humoru się nie rozumie.

Być może po 24 latach od premiery "Seksmisji" Juliusz Machulski postanowił wyrównać rachunki z kobietami i oddać im sprawiedliwość? Kilka dni temu zakończono zdjęcia do jego nowego filmu pt. "Ile waży koń trojański?". Na planie komedii, w której główną rolę zagrała Ilona Ostrowska ("Ranczo"), Machulski przyznał, że postanowił silnie dopiec tzw. polskim macho. - Prawda jest taka, że mimo wszystkich zmian obyczajowych zachodzących w naszym kraju Polską wciąż jeszcze rządzą wąsaci, ograniczeni macho - mówi. - Kobiety nie mają z nimi lekko, są przez nich traktowane z wyższością. Czas skrytykować taki stan rzeczy i zwrócić uwagę na tę sytuację - dodaje.

Małżeństwo Zosi z wąsatym Darkiem (Robert Więckiewicz) się rozpada. Bohaterka spotyka na swojej drodze Kubę (Maciej Marczewski) - mężczyznę idealnego. Tylko dlaczego tak późno? Na szczęście za sprawą metafizycznych sił Zosia cofa się w czasie do swojej młodości, czasów PRL-u, i próbuje odzyskać utracony czas.

Premiera "Ile waży koń trojański?" jest przewidywana na styczeń przyszłego roku. Wtedy kobiety same sprawdzą, czy twórca "Seksmisji" potrafi z równym wdziękiem co z feminizmu natrząsać się z tradycyjnego, polskiego modelu męskości.



Źródło: Dziennik Metro