Rewolucyjne zmiany, które zmienić mają festiwal polskich filmów w Gdyni rewolucja, do której ma szansę dojść, zaczęła się od fatalnego zgrzytu. Michał Chaciński (związany z TVP Kultura i telewizyjną Dwójką, kiedyś również z "Gazetą") został dzięki organizatorom festiwalu jego nowym dyrektorem artystycznym, chociaż powołana do wyłonienia szefa Komisja Konkursowa rekomendowała na to stanowisko kogoś innego: Janusza Wróblewskiego z "Polityki" (o niejasnych okolicznościach wyboru pisaliśmy w "Gazecie"). Chaciński wyjście miał jedno: musiał udowodnić niezależność. Nawet za cenę przewidywalnych przecież konfliktów.
"Zadeklarowałem, że wycofam swój film z festiwalu, jeśli zamiast niego do konkursowej stawki trafi obraz Leszka Dawida >>Ki<< i tak się stało" - tłumaczył "Gazecie" nieobecność w konkursie "Uwikłania" jego reżyser Jacek Bromski. "We wspólnej rozmowie uznaliśmy, że nieprzejrzysta jest sytuacja, w której prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich, współorganizator festiwalu, zatwierdzający jury i konkursową selekcję, zgłasza do Gdyni swój film" - wyjaśniał z kolei Michał Chaciński. Gdzie leży prawda?
Brak "Uwikłania" w konkursie - dowiaduje się nieoficjalnie "Gazeta" - to decyzja szefa artystycznego. Decyzja, która w połączeniu z ostrą selekcją (nie ma też w konkursie "Linczu", który wygrał organizowany przez SFP festiwal Młodzi i Film w Koszalinie) wywołała niemal natychmiastowy skutek. Bromski domagał się wniosku o odwołanie Chacińskiego i powołanie nowej komisji selekcyjnej. Do czego - po burzliwej naradzie Zarządu SFP - ostatecznie nie doszło.
Gdyński festiwal od lat traktowany jest bowiem przez niektórych jako środowiskowa impreza, której zasady ustalają sami zainteresowani: nie podobały się ani wyniki selekcji, ani pomysł na jury (w roli przewodniczącego widziano początkowo Jerzego Antczaka). A dla nowego dyrektora regulamin okazuje się bezwzględny - każdą jego decyzję zakwestionować może Komitet Organizacyjny.
Chaciński zdążył się już przekonać, że szefowanie festiwalowi w Gdyni to balansowanie na cienkiej linie: oprócz dobrych pomysłów konieczna jest umiejętność lawirowania między tymi, którzy na polskie kino mają największy wpływ. Ale za nowym dyrektorem stoi murem trzyosobowa Rada Artystyczna oraz szefowa PISF Agnieszka Odorowicz. I dobrze, bo niezależny, odporny na naciski festiwal przysłuży się wszystkim. A po raz pierwszy od lat na taką właśnie imprezę jest w Gdyni szansa.
Źródło: Gazeta Wyborcza