Michał Chaciński: Za rok będzie łatwiej

Rozmawiał: Paweł T. Felis
2011-06-06, ostatnia aktualizacja 2011-06-05 18:27

Michał Chaciński
Michał Chaciński
Fot. Jacek Lagowski / AG

Podchodzimy do każdego tytułu uczciwie - mówi dyrektor artystyczny festiwalu w Gdyni

ZOBACZ TAKŻE
Paweł T. Felis: Twoje szefowanie festiwalowi w Gdyni zaczęło się fatalnie, bo od kuriozalnego konkursu, który najpierw przegrałeś, a potem wygrałeś.

Michał Chaciński, dyrektor artystyczny festiwalu w Gdyni: Regulamin mówił wprost: Komisja Konkursowa miała jedynie rekomendować nowego dyrektora, ale ostateczny wybór pozostawał w gestii Komitetu Organizacyjnego.

W komisji nie było osób faktycznie znających się na robieniu festiwalu, jak Roman Gutek czy Stefan Laudyn, ale to organizatorzy wybrali jej skład, a potem zakwestionowali jej werdykt.

Odpowiedzialni za całą procedurę raczej nie zasłużyli na tytuł mistrzów elegancji. Ale każda moja wypowiedź w tej sprawie byłaby niezręcznością. Postanowiłem nie zabierać głosu, tylko obronić się nową formułą festiwalu.

Środowisko SFP mówiło wprost: Wróblewski jest dla nas nie do przyjęcia, bo "nienawidzi polskiego kina". Dla nich mogłeś wydawać się lepszy, bo Twój program "W polskim kinie" - współfinansowany przez PISF - jest dla rodzimych filmów zdumiewający łagodny.

Trudno mówić krytycznie o filmach, które dopiero powstają, a takich dotyczy mój program. Za to w "Tygodniku Kulturalnym" w TVP Kultura wielokrotnie byliśmy dla polskiego kina boleśnie szczerzy. Podchodzimy do każdego tytułu uczciwie, indywidualnie, bez wbudowanej miłości, czy nienawiści do polskiego kina. Natomiast o samą funkcję dyrektora postanowiłem ubiegać się po długich rozmowach, kiedy zrozumiałem, że nie chodzi tu o grę na zasadzie "kogo lubimy bardziej", tylko o to, kto ma lepszy pomysł na zmianę festiwalu.

Ale już pojawiły się rozbieżności w sprawie nieobecności w konkursie "Uwikłania" Jacka Bromskiego. To jak było naprawdę?



Jacek Bromski wycofał swój film, zanim została ogłoszona selekcja - "Uwikłanie" nie mogło więc znaleźć się w konkursie.

Ale jako jedyny polski film będzie wyświetlany w ramach pokazu specjalnego.

To gest wobec reżysera, który ma szczególną pozycję w polskiej branży filmowej.

Dlaczego w takim razie kilka dni po ogłoszeniu tegorocznej selekcji SFP przygotowywał wniosek o Twoje odwołanie?

Bez komentarza.

Gwarantem nowego w Gdyni miało być od początku mocne jury. Ale nie udało Ci się zaprosić wszystkich, których chciałeś.

Zebranie jurorów pochłonęło najwięcej energii i czasu i wywołało najwięcej frustracji - przez kilka tygodni nie zajmowałem się właściwie niczym innym. Tak jest podobno bardzo często, bo trudno wpisać się w czyjeś plany z nagłym zaproszeniem na tydzień czasu latem. Wśród blisko stu osób, z którymi się kontaktowaliśmy, były tak znane osoby, jak Wim Wenders czy Charlie Kaufman. A przewodniczącym początkowo zgodził się być Roman Polański. Jestem bardzo zadowolony z ostatecznego składu, który w pełni gwarantuje merytoryczny, niezależny werdykt. Zakładam, że za rok będzie łatwiej skompletować równie dobry skład, bo zaczniemy kompletowanie jury dużo wcześniej - teraz zabrakło czasu, by w przypadku kilku szczególnie dla nas ważnych osób zgrać terminy.

Dlatego nie będzie ostatecznie, jak planowano, dwóch składów jurorskich?

Między innymi. Miesiąc temu Komitet Organizacyjny zmienił w tym punkcie regulamin, co zresztą postulowałem od początku. Pomysł na dwa jury nie był moim zdaniem najlepszy.

Są już filmowcy, którzy nie chcą z Tobą rozmawiać?

Są, ale biorę to za dobrą monetę. Zakładam, że zamiast gadać po próżnicy wolą raczej wypowiedzieć się za jakiś czas udanym filmem. (śmiech)

Źródło: Gazeta Wyborcza