Jim Carrey bez maski

Jacek Szczerba
2011-07-23, ostatnia aktualizacja 2011-07-22 19:10

Pan Popper i jego pingwiny
Pan Popper i jego pingwiny

''Pan Popper i jego pingwiny'', nowa komedia z Jimem Carreyem wchodzi do kin. Jego życiowe credo brzmi: - Żyj chwilą, ciesz się jako dziecko, bądź autentyczny. Autentyzm pojmuje szeroko. Mówi: - Jestem buddystą, muzułmaninem, katolikiem. Jestem kimkolwiek chcecie, żebym był

ZOBACZ TAKŻE


W komedii Marka Watersa "Pan Popper i jego pingwiny", która właśnie trafiła do polskich kin, Jim Carrey gra nowojorskiego biznesmena Tomasza Poppera, który otrzymuje dwie przesyłki jako spadek po ojcu podróżniku. W pierwszej jest jeden żywy pingwin, a w drugiej jeszcze pięć kolejnych. Te pingwiny, choć wyjątkowo konkretne i wymagające (zmienią wszak mieszkanie Poppera w "zimowe królestwo"), pełnią w tym familijnym filmie funkcję raczej metaforyczną. Zająć się nimi oznacza dokonać w życiu właściwego wyboru, czyli zwrócić się w stronę dwójki dzieci, z którymi Popper widuje się tylko w co drugi weekend, i w stronę żony (Carla Gugino), z którą bohater niepotrzebnie się rozstał. Pingwiny odciągają Poppera od kariery - a ma on akurat szansę zdobyć miejsce wśród współwłaścicieli znanej firmy, jeśli tylko uda mu się wkraść w łaski pewnej staruszki (Angela Lansbury) i wyciągnąć od niej tyleż cenną, co markową knajpę.

Jaki jest Jim Carrey jako pan Popper? Jeśli wziąć po uwagę jego wcześniejsze komediowe popisy, to dość stonowany. Przewraca się rzadko, miny robi dość łagodne i nie zasypuje nas lawiną słów. Ale i tak jest to wciąż aktor o skłonności do nadekspresji niźli do subtelnego psychologicznego cieniowania.

Atomowa plastelina

Jeśliby szukać roli najlepiej wyrażającej talent Jima Carreya, Kanadyjczyka z rocznika 1962, to pewnie byłaby nią ta z "Maski" (1994) Chucka Russella. Gra on tam nieśmiałego pracownika banku, bojącego się nawet własnej gospodyni, który, za sprawą maski rodem z kufra zakopanego na dnie oceanu, staje się nieśmiertelnym bohaterem. Przygaszony przeciętniak zmieniony nagle w wulkan energii to właśnie cały Carrey. W "Masce" jego naturalną gwałtowność wzmagają jeszcze efekty specjalne - aktor wywala jęzor, wybałusza oczy i wiruje na parkiecie niczym "plastelina o napędzie atomowym".



Prywatnie Carrey przeszedł podobną przemianę i to bez pomocy komputerowych tricków. Jest najmłodszym z czwórki dzieci księgowego, który marzył o byciu saksofonistą jazzowym. Na marzeniu się jednak skończyło. Co więcej, mając 51 lat, księgowy stracił pracę i Carreyowie musieli zamieszkać w kempingowym volkswagenie. Rodzina - w tym Jim, który jako 16-latek rzucił szkołę - objęła w trybie awaryjnym posadę całodobowego dozorcy w fabryce na przedmieściach Toronto. Z takiego dołka Carrey doszedł do światowej sławy. To ojciec zresztą zachęcał go do występów estradowych jakby chciał, by synowi udało się to, co nie udało się jemu. Podczas popisów Jima siadał zawsze w pierwszym rzędzie. Gdy w 1994 r. ojciec zmarł na raka płuc, Carrey był już gwiazdą.

Nadaktywny z desperacji

Wczesny Carrey to były wygłupy: fryzura w czub, grymasy szczęki, wytrzeszcz oczu, czyli ciągłe zgrywanie idioty. W "Ace Ventura: psi detektyw" (1994) Toma Shadyaca aktor jest bardziej zwierzęcy od zaginionych zwierząt, których szuka. Miał w wygłupach wprawę.



W podstawówce pod koniec każdego dnia pozwalano mu występować przed kolegami z klasy pod warunkiem, że wcześniej nie rozrabiał. Rozochocony, mając 10-lat, wysłał swoją "artystyczną biografię" do telewizyjnego "The Carol Burnett Show", licząc na angaż. Zawsze wierzył w siebie - podobno w 1983 r. wypisał czek na 10 mln dolarów antydatowany na za 10 lat, przekonany, że wtedy będzie już w stanie go spłacić.

Tyle że gdy pytano go później w wywiadach, skąd brał się ten jego pęd do popisów, tłumaczył, że z desperacji. Pomijając porażkę jego ojca, jego matka była chora, leżała w łóżku, zagrywał się więc, chcąc, żeby poczuła się lepiej. Może dlatego, co muszą przyznać nawet jego przeciwnicy, na planie potrafi zagrać tę samą scenę w pięciu dublach, za każdym razem inaczej.

Nieść siebie do samochodu

Zawsze był solistą. Zaczynał od gadania na scenie, twarzą w twarz z kanadyjską publicznością. W trakcie pierwszego występu ponoć go przepędzono. Potem było lepiej. Wyjechał więc do Los Angeles, gdzie w "The Comedy Store" tak zachwycił komika Rodneya Dangerfielda, że ten zaangażował go do własnego show w Nowym Jorku. W "The Comedy Store" Carrey przypomniał się, dużo później, przychodząc na rocznicową balangę w samej tylko skarpetce... założonej na wiadomo co.

Duety udawały mu się tylko wówczas, gdy bazowały na kontraście, tak jak w "Głupim i głupszym" (1994) braci Farrelly. Żwawy Carrey jest tu kierowcą kudłatego samochodu marki Owczarek, którym podróżuje ze swym ospałym kumplem (Jeff Daniels), którego właśnie wyrzucono z posady tresera psów. Biją rekordy nonsensu, gdy w górskim kurorcie pozwalają swym językom przymarznąć do metalowych rurek wyciągu narciarskiego.



Z braku dobrego partnera Carrey umiał - tak jak w "Ja, Irena i ja" (2000) również braci Farrelly - zagrać policjanta o rozdwojonej osobowości. Jej części składowe (poczciwa i agresywna) kłócą się ze sobą. Dochodzi nawet do tego, że "podwójny" Carrey sam niesie siebie do samochodu.



Stopniowo jednak szarża ustępuje u niego miejsca stylizacji. Błysnął nią zwłaszcza w "Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń" (2004) Brada Silberlinga w roli wstrętnego hrabiego Olafa, który stara się zgładzić trójkę osieroconego rodzeństwa Baudelaire'ów, by, jako ich daleki krewny, przejąć należną im fortunę.



Zarobki iście boskie

Skoro gra za dwóch, więc i zarabia za dwóch. Carrey jako pierwszy w branży zażyczył sobie 20 mln dol. za rolę. Dostał tyle za "Telemeniaka" (1996) Bena Stillera (za "Maskę" dwa lata wcześniej wziął tylko 540 tys.), w którym jako instalator telewizji kablowej narzuca się ze swą przyjaźnią klientowi (Matthew Broderick), chociaż ten wcale się jej nie domaga. Jeszcze o 5 mln więcej przyniósł mu "Bruce Wszechmogący" (2003) Toma Shadyaca - 25 mln. Tu, jako reporter telewizyjny zwolniony dyscyplinarnie ze stacji w Buffalo, Carrey pomstuje Bogu (Morgan Freeman w białym garniturze), więc ten pojawia się przed nim i proponuje, że czasowo przekaże mu swoje prerogatywy.



Co do postaci wszechmogących, to Carrey chciał też zagrać miliardera Howarda Hughesa, ale projekt padł, gdy Martin Scorsese nakręcił "Aviatora".

Z 20-milionowych gaży Carrey się zresztą śmieje, utrzymując, że po zapłaceniu podatku i innych potrąceniach zostaje z tego jakieś 5,5 mln. Oczywiście, producenci płacą mu tyle, bo na nim zarabiają. "Bruce Wszechmogący" przyniósł 242,8 mln dol. dochodu.

- To projekty znajdują mnie, a nie odwrotnie - zastrzega Carrey.

Kawa bez kokainy

Szczególnie dotyczy to jego ról niekomediowych. Rozsądni ludzie z branży zadali sobie po prostu pytanie - co by było, gdyby utemperować nieco jego szaleństwo? Czy spod spodu nie wychynęłaby intrygująca kruchość? Carrey nie ukrywał przecież nigdy, że prywatnie ma skłonność do depresji, że przez lata "jechał na prozacu". Dlatego dba o siebie: jest wegetarianinem, rzadko pije kawę, stroni od alkoholu i narkotyków.

Takiego właśnie wycofanego Carreya zobaczyliśmy w "Truman Show" (1998) Petera Weira jako gwiazdora telewizyjnego widowiska, który nie ma pojęcia, że przez 24 godziny na dobę jego życie jest podglądane przez pięć tysięcy ukrytych kamer.



Za to jako komik tragiczny Andy Kaufman, w "Człowieku z księżyca" (1999) Milosza Formana, bezustannie prowokował publiczność, by ta nie mogła być pewna - czy on ją bawi, czy może raczej z niej kpi? Dość powiedzieć, że podczas jednego z występów Kaufman, zamiast opowiadać dowcipy, przeczytał w trzy godziny całego "Wielkiego Gatsby'ego" F. Scotta Fitzgeralda.

Za każdą z tych ról Carrey dostał Złotego Globa.

10 lat z kobietą

Rezygnacja z nadekspresji pomogła również Carreyowi przy odgrywaniu skomplikowanych relacji damsko-męskich. Tu sztandarowym przykładem jest "Zakochany bez pamięci" (2004) Michela Gondry'ego, dzięki któremu aktor, jak mówi, "przemyślał swoje byłe związki i to, dlaczego mu nie wyszło". Jego małomówny i nieśmiały bohater, dowiedziawszy się, że jego dawna dziewczyna (Kate Winslet) usunęła ze swej pamięci wspomnienie o nim, chce zrobić tak samo, ale już podczas trwania zabiegu w ostatniej chwili zmienia zdanie.

Doświadczenia z kobietami uczyniły Carreya sceptycznym: - Nie wierzę w bajkę o byciu ze sobą na zawsze. 10 lat z kimś to wystarczy. W 10 lat możesz dać wiele miłości. Żony miał dwie. Pierwszą była kelnerka Melissa Womer. Rozstali się po 6 latach. Ma z nią córkę Jane. O prawo do widzenia się z Jane musiał walczyć w sądzie. Z aktorką Lauren Holly był związany przez rok, przez 18 miesięcy romansował z Renée Zellweger, a przez pięć lat z modelką Jenny McCarthy. Na homoseksualistę nie nadaje się nawet w kinie. Gdy w "I Love You Phillip Morris" (2009) Glenna Ficarry i Johna Requi zakochał się w Ewanie McGregorze, skończyło się to finansową katastrofą.

W "Panu Popperze i jego pingwinach" powrócił szczęśliwie do klimatów prorodzinnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza