Gazeta.pl > Film >  Recenzje Repertuary Zwiastuny Berlin Calling Recenzja

Recenzja Berlin Calling

06.04.09, 21:01

W Niemczech "Berlin Calling" wszedł do kin na jesieni. Choć minęły już całe miesiące, wciąż w całym kraju odbywają się seanse. Niemiecka widownia czekała na ten film, ponieważ jako jeden z nielicznych porusza on tematykę subkultury techno, odgrywającej niebagatelną role w tożsamości naszych sąsiadów. Czekała i nie zawiodła się. To prawda, że BC opowiada przede wszystkim historię zagubionego muzyka, nadużywającego narkotyków artysty na rozstaju dróg. To prawda, znamy tę historię. Ale rzadko kiedy owym muzykiem jest DJ, a na ekranie zamiast rockowych koncertów oglądamy imprezy techno w autentycznych klubowych wnętrzach. Dla ludzi zanurzonych w klimatach techno, ten film jest jak źródełko na pustyni. Chyba żadna subkultura nie była dotychczas tak ignorowana przez świat kina. Nic dziwnego, że przedpremierowy pokaz we Wrocławiu publiczność nagrodziła owacjami na stojąco. Berlin Calling z pewnością nie jest filmem wybitnym i nie ma co porównywać go do mistrzowskiego Lotu nad kukułczym gniazdem, bo to filmy z różnych parafii. Ale niewątpliwie jest to film dobry i zasługujący na chwilę uwagi. Zresztą nie tylko ze względu na frapującą tematykę i oryginalne, nowoczesne ujęcie "szalonego artysty". Ten film sie po prostu świetnie ogląda, a ogromna w tym zasługa rewelacyjnej muzyki samego Kalkbrennera oraz znakomitych zdjęć Andreasa Dauba.

Zobacz także

Premiery tygodnia
Newsletter

Zamów informacje o premierach tygodnia na swój adres e-mail. Zobacz przykład

Wybierz recenzję tygodnia: