Proszę nie przejmować się recenzją Pana Mossakowskiego. Film nie jest może najlepszym z serii Terminator, ale trzyma fason i całkiem nieźle realizuje założenia gatunku. W "Ocaleniu" wizja świata po dniu sądu wygląda jak świat Mad Maxa (lub bardziej Władców Ognia), do którego przedostały się Decepticony co nie jest tak niemiłe dla oka jak Szanowny Recenzent krytykuje z właściwym sobie brakiem wdzięku. Na ekranie dzieje się sporo- fani części drugiej znajdą kilka(nawet zabawnych)odwołań do "Dnia Sądu" a dla miłośników gatunku Michael Ironside jako "dowódca" (właściwy człowiek na właściwym miejscu). Jedyne co w filmie denerwuje to muzyka Danny Elfmana, bo jest bezpłciowa i kulejąc próbuje nawiązywać do kompozycji Brada Fidela.









