Jak się przypatrzeć recenzjom - to klasyczne love-hate, ciekawe czemu... I też - zgodzę się ze wszystkimi właściwie, bo ten film chyba porusza w taki tajemniczy sposób, taka loteria:). No więc dla mnie to tak - nie film, tylko obraz to był i w żadnym razie nie o miłości ani namiętności - gdzie tam widzicie namiętność?, tylko o czymś Innym... - podobnie jak "Powrót" Zwiagincewa (chociaż "Powrotowi" bym dała 20), oba mieszczą jakieś przerażenie, coś niewytłumaczalnego i tutaj to też od początku jest - Pasza (jeśli tak było na imię bohaterowi) mówi na samym początku "Muszę, inaczej nie mogę żyć", powtarzają się kilka razy słowa "Nie wiem", i Wiera najjaśniej mówi - o lęku i że "strasznie jest". I się tam kulą jak Truposz i jak Stalker (główny bohater zresztą o urodzie stalkerowej bardzo) - w dziecięcym odruchu ratunku, osłony przed tym "strasznym". I to ich przywarcie do siebie to coś pomiędzy takim ratunkiem a czystym lękiem. Są jeszcze obrazy przepiękne, szalone, jest muzyka, nie jestem pewna, czy się to wszystko składa w jedno, ale z całą pewnością mnie dotknął, miałam moment dziecięcego przerażenia przestrzenią-pustką, które Rosjanie jakoś szczególnie umieją we mnie wzbudzać... Tak że polecam, przejmujący obraz









