Gazeta.pl > Film >  Recenzje Repertuary Zwiastuny Terminator: Ocalenie Recenzje

Recenzje Terminator: Ocalenie

  • Sortuj wg.
  • oceny przydatności
  • daty
19.06.09, 15:57

Ile to jeszcze kuponów można odciąć od klasycznego już "Terminatora"? Czy też "Elektronicznego mordercy", bo pod takim beznadziejnym tytułem występował prototyp. Okazuje się że całkiem sporo. Ten ostatni wynalazek, wbrew obawom wcale nie jest niestrawialny, także dla tych mniej zaawansowanych w gatunku s-f.

06.06.09, 08:16

Nie rozumiem malkontenctwa. Czasem mam wrażenie, że ludzie od kina z założenia rozrywkowego oczekują sami nie wiedzą czego. I chyba na tym polega problem. Ja oczekiwań nijakich nie miałem. Idąc na film na fali odkurzonego młodzieńczego uniesienia dałem się przez niego zauroczyć. Pasuje mi klimat, pasuje estetyka, nie szukam dziur w całym, bo zawsze się znajdą. A że nie był to Obywatel Kane ani Hotel New Hampshire... No cóż, tego chyba nikt sie po Terminatorach nie spodziewa.

04.06.09, 10:28

Film na poziomie słabego serialu. Istnieje serial o tej tematyce - 'Terminator: Kroniki Sary Connor' i poza odrobinę lepszą grą aktorską miałem cały czas wrażenie że oglądam właśnie ten serial, bo poziom scenariusza był podobny (w serialu jest chociaż śliczna dziewczyna jako Terminatrix). Scenariusz jest nielogiczny, facet któremu przebito klatkę piersiową jest leczony za pomocą przeszczepu serca, dawca do przeszczepu jest bohaterem-ochotnikiem a nikt nie sprawdza się nawet zgodości grupy krwi. John Connor to jakiś taki chłoptaś który nie wiadomo dlaczego jest nieoficjalnym liderem Ruchu oporu. Wejście do głównej bazy Skynetu jest łatwiejsze niż przejście przez portiernię akademika, a najbardziej patetycznym momentem filmu jest kiedy Kyle Reese dostaje prawo nałożenia kurtki z naszywką Ruchu oporu. W porównaniu z tym filmem Terminator 3 który już był parodią wydaje się świetny.

07.06.09, 01:40

Film w 100% spełnił moje oczekiwania. Kto wybiera sie na Terminatora nie oczekuje wszak scenografii i stylistyki rodem z Cinderelli. Poszłam do kina na Christiana Bale (John Connor), a tu proszę, niespodzianka!, narodziny gwiazdy - Sam Worthington. Dzięki niemu, paradoksalnie, film nabiera ludzkiego wymiaru. Gra cyborga - Marcusa, ale o ludzkim sercu, sugestywnie dobierając środki wyrazu, stąd film powinien się nazywać Terminator "Odkupienie". Są niezłe efekty specjalne, jest głośno, heavy-metalowo, mroczno i złowieszczo, więc obraz trzyma się konwencji i nie ma co się zastanawiać nad niuansami i spójnością fabuły. Porządne kino, o czym bez sentymentów donoszę :)i... I'll be back!

06.06.09, 22:09

Proszę nie przejmować się recenzją Pana Mossakowskiego. Film nie jest może najlepszym z serii Terminator, ale trzyma fason i całkiem nieźle realizuje założenia gatunku. W "Ocaleniu" wizja świata po dniu sądu wygląda jak świat Mad Maxa (lub bardziej Władców Ognia), do którego przedostały się Decepticony co nie jest tak niemiłe dla oka jak Szanowny Recenzent krytykuje z właściwym sobie brakiem wdzięku. Na ekranie dzieje się sporo- fani części drugiej znajdą kilka(nawet zabawnych)odwołań do "Dnia Sądu" a dla miłośników gatunku Michael Ironside jako "dowódca" (właściwy człowiek na właściwym miejscu). Jedyne co w filmie denerwuje to muzyka Danny Elfmana, bo jest bezpłciowa i kulejąc próbuje nawiązywać do kompozycji Brada Fidela.

13.06.09, 20:40

Film świetny, jeden z najlepszych wśród 4 odcinków. Akcje są szybkie, twarde, dialogi są krótkie, 'męskie'. Efektów komputerowych nie było widać, bardzo realistyczny obraz. Farbuła znakomita: widać 2 wątki ludzkich uczuć. Logika solidna: jako jedyny z 4 odcinków nie męczy widzom sztuczki przemieszczenia się w czasie, wszystko dzieje się w jednym momencie. Film także bardziej oryginalny od T2 i T3: już nie ma schematu "Terminator ściga Connora i spółki". Tym razem to Connor ich szuka. To co także mnie się podoba, a brakowało w T2 i T3, to to, że walka była między Terminatorem a człowiekiem (jak w T1), a nie pomiędzy dobrą maszyną a złą maszyną. Teraz pozwalam sobie rozliczać z recenzerami, którzy moim zdaniem albo nie rozumieją filmu, albo tylko oglądali zwiastun filmu. + Jeden stwierdził, że przeczep serca wymaga zgodności grupy krwi. A może także zgodności genu, co? Polecam lektury biologii. + Drugi stwierdził, że wejście do Skynet było zbyt łatwe. A przecież to Skynet chce, żeby Connor wchodził, aby go zabić. Widać nawet, że T-600 zauważył otwarte drzwi i nie przechodzi. + Trzeci stwierdził, że z takim poziomem technologi Skynetem, ruch oporu nie miałby szanse. Przepraszam, jeśli kogoś zranię, ale podam tylko jako przykład. Al Kaida ma taki niski 'poziom technologi', w porównaniu z USA, a jednak Stany mają poważne problemy z nimi.

08.06.09, 21:47

Będąc zdeklarowanym fanem serii (co prawda plakat z Arnoldem nie wisi nad moim łóżkiem) do kina wybierałem się jednak z duszą na ramieniu. Już sama nieobecność (choć nie do końca) gubernatora Kalifornii w czołówce budziła we mnie pewne obawy. To trochę jakby nakręcić kolejną część Rambo bez Sylwestra Stallone, albo Szklaną Pułapkę bez Bruce Willice'a. Postanowiłem jednak nie zważać na uprzedzenia i udać się do kina na lekkostrawny kawałek dobrego kina akcji. Niestety skończyło się niestrawnością. Każda z poprzednich części posiadała zdecydowanie mocny punkt. W przypadku "jedynki" to przygniatająca mroczna atmosfera i świetna muzyka. "Dzień sądu" to jak na ówczesne czasy prawdziwy fajerwerk efektów specjalnych i wcale nie gorsza od pierwszej części atmosfera. "Bunt maszyn" choć nie dorastał klimatem do poprzedniczek, bronił się przynajmniej poczuciem humoru. Niestety w ocaleniu nie udało mi się odnaleźć, żadnej mocnej strony. Co do samego aktorstwa można śmiało powiedzieć, że Christian Bale dorównuje kunsztem Schwarzeneggerowi, z tą jednak różnicą, że Arnold grał robota a Bale podobno człowieka, którego niestety ciężko się doszukać w kreowanym przez niego Johnie Connorze. Chwalony gdzieniegdzie Worthington też nie powala, a przypisana w domyśle granej przez niego postaci dramatyczna rola pół człowieka-pół maszyny wypada raczej płasko. W zasadzie jedyne czym w moich oczach broni się film to efekty specjalne. Trzeba jednak przyznać, że we współczesnym kinie "głównego nurtu" nie jest to nic nadzwyczajnego i na tym tle nowy Terminator wypada solidnie, acz bez rewelacji. Zdecydowanie najsłabszym punktem czwartej części serii jest muzyka. Proponowałbym nawet nagranie alternatywnej ścieżki dźwiękowej, która mogła by znacznie poprawić odbiór filmu. Ta zaserwowana w oryginale zdecydowanie zbyt nachalnie podpowiada widzowi emocje, które mają towarzyszyć poszczególnym scenom. Widać twórcy musieli posiłkować się taki środkiem skoro nie udało im się osiągnąć zamierzonego efektu w inny sposób. Całość podlano patetyczno-moralizatorskim sosem, który całość uczynił ciężką do przełknięcia. Napisano, że każda epoka miała swojego Terminatora odzwierciedlającego ducha jej czasu. Mam jednak nadzieję, że tak nie jest, bo jeśli tak, to trzeba by przyznać, że przyszło nam żyć w wyjątkowo nieciekawych czasach.

07.06.09, 00:09

Można odnieść wrażenie, że scenariusz do tego dzieła powstawał równolegle z jego kręceniem. Dzięki temu nowatorskiemu zabiegowi mamy efekt znany ze "Stawki większej, niż życie" - nic się nie zgadza, a spiętrzenie idiotyzmów jest imponujące. (Miłe są powtykane nawiązania do wcześniejszych części, np. utwór G'n'R promujący dwójkę). Przez pomyłkę twórcy omal nie zakończono historii terminatorologicznej, ale scenarzysta czy też reżyser przypomnieli sobie poniewczasie, ale przed zakończeniem, że to nie może tak się skończyć, bo akcja się nie zapętla z pierwszym filmem (ach te podróże w czasie) i przedłużył zmagania w nieokreśloną przyszłość. Proponuję, aby kolejna część jeśli już musi powstać nosiła tytuł: "Terminator - wniebowstąpienie".

10.06.09, 22:11

Co za bzdet, pusta wydmuszka próbująca oszukać nie wiem kogo. Bez sensu z punktu widzenia logiki, fizyki, medycyny i wojskowości. Wielkie rozczarowanie filmem o bóg-wie-czym, ale czegóż się spodziewać po facecie co popełnił Aniołki Charliego 2. Święta seria zszargana T3 i pogrzebana T4, modlę sie o klapę finansową tego potworka.

06.06.09, 02:15

Że tak zacytuje poranny WF: SZOK!!! Dno i metr mułu. Pierwsze primo - najciekawszy motyw został zdradzony już w zapowiedziach. Drugie primo - nudne, głupie i co najdziwniejsze biedne. Trzecie primo - głupie, głupie, głupie. Ostatnie primo - cytat "To weź moje" całe kino w śmiech, a to nie jest teoretycznie śmieszna scena, obejrzycie i będziecie wiedzieć o co chodzi. Pozdrawiam Paweł

poprzednia 1 2 3 następna
Zobacz także

Premiery tygodnia
Newsletter

Zamów informacje o premierach tygodnia na swój adres e-mail. Zobacz przykład

Wybierz recenzję tygodnia: