Dlaczego polscy krytycy filmowi są tak jednostajni i rzadko maja swoje zdanie tylko kierują się tym, że jak film zdobył 8 Oskarów, to od razu film wybitny? Brakuje mi recenzji negatywnych na temat tego obrazu. Widocznie nikt z nich nie chce się narazić i wyrazić swoje własne zdanie i odczucia po obejrzeniu. Pan Janusz Wróblewski bez urazy ale był zawsze marnym krytykiem filmowym, a jego peany w stosunku do mizernego "Katynia" tylko mnie w tym utwierdziły. To, że "Slumdog Millionaire" odnosił wielkie sukcesy na wszelkich możliwych festiwalach nie jest wyznacznikiem jego jakości i wartości. Bo albo widz uważa siebie za stworzenie myślące i sam ocenia po obejrzeniu czy mu się spodobało czy nie, a nie czyta tylko recenzje i wg nich wartościuje filmy. To co podoba się innemu, nie podoba się drugiemu. Brakuje mi nazwania tego obrazu właściwymi, dobitnymi terminami : tandentny, ckliwy, wtórny 'shit' zrobiony na modle Hollywoodu, opakowany w nie powiem ładne zdjęcia i silący sie na bycie czymś wielkim. I po co mydlić oczy publice, że Boyle'a grał konwencją, używał ironii, co stawia go w gronie wybitnych i pomysłowych reżyserów. To wszystko puste słowa, bo wg mnie on zrobił ten film z premedytacja, czysto pod publikę (szczególnie tą w USA), bo dobrze wiedział (i tu należy mu pogratulować) jak podejść zarówno publiczność-widzów i krytyków tworząc coś w pewnym sensie świeżego i odbiegającego od reguł- ale tylko w pewnym, bo porusza te same, wiele razy przechodzone tematy. To nie wirtuoz, tylko zwykły spryciarz. Film na pewno miał świetną kampanię reklamową. Nie bójmy się mówić, że coś jest złe, słabe i mizerne, tyko zamiast tego dorabiać wymyśloną ideologię i rzekome przesłanie oraz artyzm do czegoś co tak naprawdę jest kompletna antytezą tych rzeczy. Rok temu nie miałbym nic przeciwko negatywnym recenzjom "No country for old men", bo rozumiem, że nie wszyscy lubią takie filmy i samych braci Coen. Ale jednak filmowi tamtemu, bardzo niewiele mozna było zarzucić, bo był dopracowany i coś w środku posiadał, nie był zupełnie pusty. Cóż wybór został podjęty i nie ma co rozpaczać, za rok mam nadzieję będą lepsze filmy. I tak sporym plusem było opmaiętanie Akademii i nie danie Statuetki Rourke za "Wrestlera" tylko odznaczenie kunsztu aktorskiego. Jeśli Mickeya jest uważana za wybitną, to ja proponuje np. angażować pijaków do filmu aby grali siebie, gwarantuje, że równiez stworzą wręcz Oskarową kreację. Co to za sztuka zagrac siebie?