Gazeta.pl > Wiadomości filmowe >  teksty

Bond zdegradowany, Bond odnowiony

007 Quantum of Solace

Daniel Craig i Olga Kurylenko w 007 Quantum of Solace

  • 007 Quantum of Solace
  • 007 Quantum of Solace
  • 007 Quantum of Solace
  • 007 Quantum of Solace
  • 007 Quantum of Solace
  • 007 Quantum of Solace
  • 007 Quantum of Solace

Czy to naprawdę jeszcze Bond, James Bond? Dziś na ekrany wchodzi Quantum of Solace, pławiąc się w blasku popularności swoich poprzedników. Ma takie prawo? Ten film tak różni się od wszystkiego, co tradycyjnie łączymy z Bondem, że można mieć co do tego poważne wątpliwości

Był uwodzicielski, przystojny, dowcipny. Zabijał z nonszalancją nie brudząc sobie przy tym nawet mankietów koszuli. Wszystko przychodziło mu z łatwością: zdobywanie najpiękniejszych kobiet, znajdowanie wyjścia z sytuacji bez wyjścia i pokonywanie potężnych przeciwników. Filmy z jego udziałem zabierały widza w egzotyczny świat pełen luksusów i futurystycznych gadżetów. Nowy James Bond i najnowsza część serii o jego przygodach - "Quantum of Solace" - są pozbawione większości z wymienionych powyżej cech. Czy film wyznaczy nowy kierunek rozwoju serii? Czy skaże Bonda na powolną agonię rozłożoną na kilka kolejnych odcinków? I najważniejsze zagadnienie, które się kryje za poprzednimi: za co właściwie publiczność od lat kocha agenta 007? Rozłóżmy najnowszego Bonda oraz wcześniejsze jego odsłony na czynniki pierwsze, aby odpowiedzieć na te palące pytania.

 

 

 

 

Przede wszystkim należy zaznaczyć, że fabuła "Quantum of Solace" to bezpośrednia kontynuacja tej z "Casino Royale". Również pod względem stylistyki i koncepcji postaci dwa najnowsze filmy o Bondzie tworzą spójną całość. Proces przemiany serii, który tak wyraźnie rozpoczął się wraz z pojawieniem się Daniela Craiga w "Casino Royale", w "Quantum" po prostu postępuje. Komu spodobało się "Casino", pewnie nie zawiedzie się "Quantum", bo to kawał solidnej, sensacyjnej, zrealizowanej za wielkie pieniądze rozrywki.
Oto i najsłynniejszy agent świata, w nowym i starym wydaniu:

1. James Bond

sean connery bond

Słynny salonowiec i morderca. Naszego agenta charakteryzuje świetny gust: czy to przy stole do pokera, czy na przyjęciu u ambasadora, czy w trakcie walki wręcz zawsze występuje w nienagannie skrojonym garniturze z Savile Row, londyńskiej ulicy słynącej z najlepszych krawców. Staje się zimny i bezwzględny, gdy musi zlikwidować przeciwnika. Często kwituje zabójstwo zabawną pointą. W "Jutro nie umiera nigdy" wrzuca zbira do prasy drukarskiej i stwierdza od niechcenia: -W dzisiejszych czasach wszystko się drukuje. Bond świetnie zna się na alkoholach i mówi wieloma językami (nawet po japońsku, gdyż - co przyznaje w "Żyje się tylko dwa razy" - studiował języki orientalne w Cambridge). Myli się jednak ten, kto uważałby Bonda wyłącznie za dowcipnego mordercę. Sean Connery tak określił graną przez siebie postać:

Bond jest sadystą, ale uczciwym, świadomym siebie, który w każdej chwili zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Nie pozwala, by zapanował nad nim namiętność. Jego intelekt stale go sprawdza. Na tym polega różnica w porównaniu z innymi zabójcami.

W "Quantum of Solace" postawiono na ciemną stronę bohatera. Przez cały film trup ściele się gęsto: wiedziony żądzą zemsty za śmierć ukochanej Vesper (co miało miejsce w "Casino Royale"), Bond morduje z częstotliwością ok. jednego trupa na 10 minut. Jego sposoby bywają wymyślne: wbicie ostrego przedmiotu w tętnice udową, pozostawienie człowieka po środku pustyni z małą puszką oleju samochodowego... Niestety po szpiegu dowcipnisiu w stylu Rogera Moore'a nie ma już śladu. Bond uśmiecha się może trochę częściej niż Chuck Norris w "Strażniku Teksasu", ale i tak można by te uśmiechy zliczyć na palcach jednej ręki. Zabawnych dialogów nie mamy co wyczekiwać, bo ich tu nie będzie. Co więcej - w "Quantum" nie usłyszymy nawet nieśmiertelnej, zdawałoby się, frazy: My name is Bond. James Bond.

Agent zawsze miał buntownicze skłonności. W akcji chłodny i opanowany, ale gdy w grę wchodzi walka o zasady, oddaje broń i karty kredytowe (nie wiadomo jak w takich wypadkach wygląda ważność jego licencji na zabijanie) i wymierza sprawiedliwość na własną rękę. Tak było w "Licencji na zabijanie" po śmierci przyjaciela czy w "Quantum" po śmierci Vesper. Tutaj Bond "zerwany ze smyczy" ściga tajemniczą organizację.


2. Dziewczyny Bonda

eva green i daniel craig w casino royale

Bond miał w swojej filmowej karierze specyficzny stosunek do kobiet: rozkochiwał je w sobie bez większego wysiłku, samemu zbytnio się nie angażując. Często wykorzystywał słabość płci pięknej dla celów wykonywanej misji. Niektóre zginęły, aby chronić jego życie, jak np. Aki (Akiko Wakabayashi) w "Żyje się tylko dwa razy", inne - wiele zaryzykowały (czego najciekawszy przykład stanowi chyba Solitaire odtwarzana przez Jane Seymour, która w "Żyj i pozwól umrzeć" w zamian za noc spędzoną z Bondem traci dar przepowiadania przyszłości).

Taki sposób traktowania kobiet wynika z bolesnych doświadczeń, o których opowiada "Casino Royale". W filmowej wersji przygód agenta 007 zachwiano chronologię, gdyż "Casino Royale" jest pierwszą z serii książek Iana Fleminga, na podstawie których powstała seria o Bondzie. To właśnie po zdradzie Vesper, w której agent 007 był szaleńczo zakochany, Bond przestaje być sentymentalny w stosunku do kobiet i traktuje je dość przedmiotowo - jako środek do osiągnięcia swoich celów lub miłą rozrywkę w trakcie wykonywania misji. W książkowej wersji Vesper była koleżanką Bonda z brytyjskiego wywiadu i jednocześnie Polką z pochodzenia. W pożegnalnym liście wyznaje Bondowi, że powodem jej zdrady jest miłość do poprzedniego narzeczonego - polskiego lotnika w siłach RAF, który został zrzucony nad komunistyczna Polską i pojmany przez ówczesne władze, a te za pomocą szantażu zmusiły ją do współpracy. Szkoda, że w filmie ten polski akcent został całkowicie pominięty. W "Quantum of Solace" dziewczyną Bonda jest piękna Camille - aktorka Olga Kurylenko, słowiańska piękność, wypada bardzo dobrze w latynoskiej charakteryzacji i nawet jej angielski został ubarwiony wiarygodnym hiszpańskim akcentem. Trudno nie zauważyć podobieństwa tej postaci do Lupe (Talisa Soto) z "Licencji na zabijanie", dziewczyny bosa narkotykowego Sancheza, łącznie z elementem tajemniczych blizn na plecach świadczących o bolesnej przeszłości. Camille prowadzi swoją prywatną wojnę, a głównym motywem jej działania jest zemsta na generale Medrano (Joaquin Cosio), który podczas jednego z wielu wcześniejszych przewrotów wojskowych w Boliwii zabił na oczach małej Camille jej rodziców i siostrę. Pozostawiona wtedy przy życiu mała dziewczynka - niczym Bruce Wayne - całe swoje życie podporządkowała dokonaniu zemsty.

3. Przeciwnik

bond kot


Czyli najbardziej tajemniczy i fascynujący element prawie każdej bondowskiej fabuły. Agent 007 zawsze staje do walki z o wiele silniejszym od siebie przeciwnikiem i zawsze udaje mu się go zabić lub przynajmniej udaremnić zbrodnicze plany, tak, by w następnej części ponownie się z zmierzyć. Najczęściej jednak to, z kim walczy Bond, jest uwarunkowane aktualnymi bolączkami zachodniego świata. Na początku byli to komuniści, następnie tajemnicza organizacja SPECTRE usiłująca przejąć władzę nad światem, potem organizacje przestępcze o międzynarodowym zasięgu zajmujące się handlem narkotykami, bronią i praniem pieniędzy, ostatnio są to terroryści.

W najnowszej części przygód Bonda jego głównym przeciwnikiem jest Dominic Greene, w którego znakomicie wcielił się francuski aktor Mathieu Amalric - znany ze świetnych ról dramatycznych chociażby w "Motylu i skafandrze" czy "Świątecznych opowieściach". Greene to bezwzględny biznesmen który jako przedstawiciel tajemniczej organizacji przygotowuje zamach stanu w Boliwii, a na czele państwa ma zamiar postawić generała Medrano. W zamian żąda kawałka położonej u podnóża Andów, pozornie bezużytecznej, pustynnej ziemi. W spisek uwikłane są również CIA i rząd brytyjski. Bond na czas dokonywania prywatnej wendetty rezygnuje z tajnej służby u Jej Królewskiej Mości. Bez zgody M, kart kredytowych, paszportów, jedynie z pomocą nielicznych przyjaciół, stara się przeszkodzić w realizacji planu o kryptonimie "Tierra" mającym na celu opanowanie jednego z najważniejszych surowców naturalnych. Jednocześnie Bond, co może nawet ważniejsze, chce odnaleźć człowieka odpowiedzialnego za śmierć ukochanej Vesper.

4. Gadżety

Pierce Brosnan jako james Bond i Q, czyli Desmond Llewelyn

Wszyscy pamiętamy niezliczone ilości "zabawek" Bonda, w które wyposażał go techniczny spec MI6, Q: walizka z gazem łzawiącym, zegarek z piłą obrotową i super-magnesem, składany model helikoptera który mógł być przywieziony w kilku walizkach jak bagaż podręczny czy wreszcie niezawodny Aston Martin. Na początku auto wyposażone było w noże wysuwające się z kół (niczym w rzymskim rydwanie), katapultę, w razie potrzeby wznosił się w powietrze lub stawał amfibią. A wraz z rozwojem techniki Aston zyskał nawet umiejętność stawania się niewidzialnym...

Dla fanów gadżetów mam smutną wiadomość: w "Quantum of Solace" Bondowi do walki z potężnym przeciwnikiem muszą służyć głównie własne ręce, a zamiast wymyślnych urządzeń występuje product placement z markami Aston Martin, Sony Ericsson i Omega w rolach głównych. Film co prawda otwiera dość efektowna sekwencja pościgu samochodowego po apenińskich serpentynach, ale rola samochodu została tu zbanalizowana do zwykłego środka transportu.


5. Podróże

dr no

Myśląc w kategoriach dzisiejszego marketingu Bond został stworzony dla klienta masowego. Idealnie spełniał zadanie umilania czasu wolnego brytyjskiej i amerykańskiej klasie średniej oraz średniej niższej. Dostarczał im tego, czego na co dzień przeciętny urzędnik czy pracownik budżetówki nie miała szans doznać: porządnego zastrzyku adrenaliny, licznych romansów, uczestnictwa w wielkiej polityce i w wielkim biznesie. A to wszystko - w najodleglejszych zakątkach naszego globu. Bond podróżował często i daleko: miejsce wykonywania misji musiało być nietuzinkowe, odległe i niedostępne dla przeciętnego człowieka. Agent bywał w okolicach Morza Karaibskiego, w starej Europie raczej ograniczał się do enklaw luksusu jak kurort alpejski Cortina d'Ampezzo lub niedostępnych i pełnych niebezpieczeństw państw za żelazną kurtyną (niestety Polski nigdy nie odwiedził). Azja to kolejny kontynent, na który rzucały agenta obowiązki służbowe - 007 równie dobrze czuje się w hinduskich pałacach co w japońskiej saunie.

Dziś, kiedy przeciętny Brytyjczyk za bilet na Costa del Sol zapłaci 15 euro (plus opłaty lotniskowe), palmy kokosowe i ośnieżone szczyty Alp przestały wywierać na nas takie wrażenie. Tym samym przekonaniem kierowali się zapewne twórcy "Quantum", w którym bohater przemieszcza się zdecydowanie mniej. Co prawda główna rozgrywka odbywa się na boliwijskiej pustyni, a droga tam prowadzi przez Włochy, Haiti, z krótkim wypadem do Wiednia, ale zwolennicy tradycyjnej "ruchliwości" Bonda i tak mogą poczuć pewien niedosyt. W zamian miały pojawić się inne atrakcje: twórcy ?Quantum" już w zeszłym roku zapowiadali, że skoncentrują się na "podróży wewnątrz Bonda". To im się zdecydowanie nie udało. Sprowadzili bohatera do jednej płaszczyzny przedstawiając jako żądnego krwi mściciela.

 

 

 

 

Zatem może słusznie czyni Bond, że w "Quantum of Solace" nawet nie przedstawia się słynnymi słowami: My name is Bond. James Bond. Bo choć oficjalnie tożsamości nie zmienił (nie licząc kilku fałszywych paszportów, z których korzysta), to chyba ma ostatnio pewne kłopoty z ustaleniem, kim tak naprawdę jest.

Bond przeszedł długą drogę od swojego pierwszego występu na kinowym ekranie (w 1962 roku w "Doktorze No"). Jednak przy daleko idącej metamorfozie zachował pewne charakterystyczne dla siebie elementy. Właśnie powtarzalność świetnie dobranych motywów wydaje się być tajemnicą sukcesu całej serii. Bo czy nie oczekujemy, że Bond znów stanie do walki z tajemniczym i ekscentrycznym przeciwnikiem? Czy uwiedzie dla ?powodzenia misji" piękną agentkę obcego wywiadu lub kochankę szefa kartelu narkotykowego? Czy zawodowi zabójcy będą starać się go zabić w odległym kraju? Czy będzie finałowy pojedynek z potężnym przeciwnikiem, którego organizacja stara się przejąć kontrolę nad światem? Odpowiedź na te pytania w przypadku "Quantum of Solace" brzmi: tak. i dlatego to wszyscy wielbiciele dzielnego agenta MI6 mogą spokojnie zasiąść w kinowych fotelach i na dwie godziny, wyrwane szarej jesiennej rzeczywistości, zanurzyć się w dobrze znany świat szpiegowskich przygód.

 

 

 

 

miko

 

ZOBACZ TAKŻE:

 

RECENZJE, ZDJĘCIA I ZWIASTUNY "007 QUANTUM OF SOLACE"

 

Nie chcesz przegapić żadnej ważnej premiery i poznać recenzje z Co Jest Grane już w czwartek? Zapisz się na nasz newsletter filmowy KLIKNIJ TUTAJ

 

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
Najnowsze
KONKURS

KONKURS

Wygraj płytę z muzyką z filmu ...

jsdfh

jsdfh

dhffg ...

Wycieczka po filmowych miejscach

Wycieczka po filmowych miejscach

Gdzie powstała słynna scena z, ...

Regulamin

Przeczytaj uważnie ...

Rodzina to wielkie puzzle

Rodzina to wielkie puzzle

Czy pudełko z tekturowymi elem ...

Najczęściej komentowane

SŁUCHAJ MUZYKI ZA DARMO